„Możecie być Towarzysze przekonani, że my, tak samo jak Wy, jesteśmy ulepieni z tej samej gliny i nie mamy innego celu jak ten, który żeśmy zdeklarowali. I to jest podstawowy program naszego działania. Jeśli nam pomożecie, to sądzę, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć. Jak? Pomożecie? No!”

Zapewne mniej więcej tak brzmiałby dzisiaj Edward Gierek, przemawiając do narodu, odbierając w dobie epidemii strachu szereg praw obywatelskich i przymuszając do wierzenia, że to, czego ludzie nie chcą, jest tym, czego właśnie chcą. Przez dziesiątki lat i skutecznie jak mało kto, tworząc iluzję wspólnego celu, potrafiła partia komunistyczna manipulować umysłami mas, przekonując ich, że represje, cenzura, godziny policyjne służą ich dobru i są właśnie tym, czego społeczeństwo oczekuje. Swego rodzaju sztuką jest sprawić, iż zniewolony człowiek, dziękować będzie za swe zniewolenie, a odciążając oprawcę swoim „uprzejmie donoszę” sam zadba o to, by bracia jego z wolnością też nie byli za pan brat. W świecie, w jakim dzisiaj się obudziliśmy, towarzysz Gierek odnalazłby się jak ryba w wodzie, szybko odnajdując w COVID-19 swego przyjaciela, umożliwiającego wprowadzenia swej agendy. Powie ktoś tak, ale dziś mamy inne czasy, dziś ramie w ramie walczymy z epidemią, która z partią komunistyczną nie ma nic wspólnego i ustroje totalitarne, jakie w państwach Unii właśnie się wytworzyły, są dla naszego dobra zaiste, a przede wszystkim są jedynie tymczasowe. I ok, nie mam potrzeby szerzyć tu i teraz kontrowersji nie do zaakceptowania, po chwili pokręcenia nosem przyjmę wersję (chwilowo), że tak jest, że jedynym, o czym wszystkie rządy, które właśnie wprowadzają prawa zakazujące zgromadzeń większych niż dwie osoby, marzą na dzisiaj, jest nasze dobro i bezpieczeństwo. Przyjmę chwilowo, że jedynym, o czym marzył Gierek, prosząc naród o pomoc w 1971 roku, było dobro społeczne. Coś poszło jednak nie tak. Zakładając, że pierwotne intencje Gierka i partii komunistycznej były krystalicznie czyste, istnieją tylko dwa czynniki, które sprawić mogły, że dopiero po wielu latach cierpień naród skończył na ulicach, protestując przeciwko tyranii i uciskowi, a tylko ci, którzy czerpali z partii osobisty zysk, upatrywali w niej jeszcze jakiekolwiek dobro. Jednym z tych czynników jest pierwotna naiwność społeczeństwa i brak patrzenia na ręce rządzącym i wynikający z pierwszego- drugi czynnik, czyli nadmiar władzy. Nic nie deprawuje bardziej niż nadmiar władzy. Ten, w niejednym rozbudzić potrafi mokry sen o panowaniu nad rzędami dusz, sen wywołujący orgazm- doznanie dostępne odtąd tylko dla wybranych, bo masom, zaraz po mruganiu i drapaniu się po tyłku prawnie zakazane. Istnieje więc podejrzenie, iż gdyby naród patrzył partii na ręce i wymagał od samego początku, nie musiałoby dojść w 1970 roku do tak brutalnych starć z milicją i w ich wyniku śmierci poniesionej przez dziesiątki. Co powinien zrobić więc naród dzisiaj, nie chcąc powtarzać swoich błędów, gdyby partia powróciła? Powinien przestać wierzyć, że do czynienia ma z Jezusem i świętymi apostołami, wolnymi od wszelkich pokus i słabości ludzkich, bo ten miast szukać represji i być może kolejnych wypełnionych rtęcią szczepionek jako receptę, przemieniałby wodę w wino, a ludzie, pijąc je, wstawaliby z łózek. Czy słyszał ktoś, aby w naszym, czy innym kraju, w którym występują zarażenia, chodził po szpitalach gość z pucharem wina, odsyłając kaszlących i gorączkujących pacjentów ze szpitala prosto na dyskotekowy parkiet? Jeśli nie, pozostałoby jedyne możliwe rozwiązanie- założyć, że nadmiar władzy może rozdmuchać w kimś ludzkie niedoskonałości, uderzyć do głowy, założyć trzeba patrzeć mu na ręce!

Wolność jest duchowym atrybutem, bez którego silny duchowo, będący blisko Boga człowiek, istnieć nie może, a obrona jej jest jego duchową powinnością. Na poziomie narodowym Polska- kraj, który przeszedł przez zabory, pierwszą i drugą wojnę światową, wartość wolności powinna znać aż nad wyraz dobrze. Kraj, który opór przed tyranią powinien mieć w swych genach, stać miałby się krajem uległych tchórzy, bezrefleksyjnie przyjmujących to, co poprzez zastraszenie się im nakazuje się?

Zostań w domu! Zostań w domu! Myj ręce! Bądź posłuszny! Donoś! Nie zadawaj pytań! Zostań w domu! Bądź posłuszny!

Bierność- pierwszy gwóźdź do trumny i krok ku temu, by dystans komunikacyjny między obywatelem a rządzącymi rozjechał się na tyle, by zyskawszy poczucie bezkarności, aparat władzy, zaczął robić to, co mu się tylko podoba. Bierność to główny sygnał płynący obecnie z telewizyjnych komunikatów, nie tylko w Polsce, ale i całej Unii Europejskiej.  I oskarży mnie ktoś zaraz o stawanie po stronie tzw. egoistów, którzy zamiast zostać w domu, wypełniać chcą parkowe ławki, zarażając innych. Śpieszę już więc z odpowiedzią, że nie nawet o zostawanie w domu się tu rozchodzi, bo i ono przez mądrze kierujących rządzących, nie musi łączne być z utrwalaniem bierności w narodzie, a i nawet nie z jego podporządkowaniem. Dążeń do kreowania samoświadomego i mającego aktywny wpływ na losy kraju społeczeństwa jednak nie widzę. Nie widzę codziennych konferencji umożliwiających aktywną interakcję rządu z narodem, zachęceń do zadawania pytań, wychodzenia z własnymi inicjatywami i propozycjami rozwiązań problemów. Widzę za to relację rodzica, który zamiast rozmawiać z dzieckiem, pokazuje palcem, wstawia do kąta, przestawia, odstawia, nakazuje, zakazuje, tak zapędzając się w swym dyrygowaniu palcem, że nie zauważa, iż dzieci już dawno osiągnęły wiek pełnoletni. Nie zauważa, że przemawia do narodu, który nie jedno przeżył i mleka z pod nosa dawno się już pozbył. Nie twierdzę, byśmy nie czekając na nic, nawet w środku epidemii, podczas której padalibyśmy jak kawki (choć jak dotąd w Polsce padło 18 osób), wyszli z domów, organizując masowe samobójstwa. Mówię o patologii, w której na bohatera kreowany będzie każdy, kto zwyczajnie bezmyślnie siedzieć będzie w domu i drapać się po tyłku, gdzie każdy, nawet ten, komu obce są wszelkie przejawy zaangażowania w to, by wnosić do świata wartość dodatnią, czy to w sensie duchowym, ekonomicznym, relacji międzyludzkich, w skali większej, czy tej też mniejszej w odniesieniu do najbliższego otoczenia, mieć będzie swoje pięć minut i do swego braku refleksji nad życiem dorabiać będzie mógł ideologię bohaterstwa, podczas gdy rządy wprowadzać będą… no właśnie nie wiadomo co, być może ustawy korzystne, a być może niekorzystne dla nas. Niewiadoma, która niewiadomą zostanie dla każdego z owych leni-bohaterów, których aktywny wpływ na losy swoje i swoich braci nie interesuje. Oni nie będą pytać, nie będą wymagać, nie będą głowić się nad drogami powrotu do normalności, będą zbyt zajęci… drapaniem się po tyłku. Będą „bohaterami”, potomkami powstańców warszawskich, którzy krew przelewali na ołtarzu wolności, potomkami tych, którzy, nawet jeśli z duchowego ujęcia sami popełniali błędy, sięgając po broń, ale jednocześnie ludzi, którym szacunek oddać trzeba za odwagę i na miarę własnego poziomu rozumienia świata walkę o własne ideały, o wolność.

Jak wyglądają dzisiejsze przejawy bohaterstwa oprócz siedzenia w domu?- Donoszenie na tych, którzy z niego wyszli. Cóż, zazwyczaj obiera się na cel tego słabszego. Mając wybór pomiędzy pilnowaniem wielkich tego świata, polityków i inne wpływowe postacie, patrzenie im na ręce z zapytaniem, na co idą pieniądze z naszych podatków, czy pieniądze krążące wokół wielkich miliardowych kontraktów zasilają budżet państwa, czy też z niego wypływają, czy jedzenie, które spożywamy, jest zdrowe, czy leki są bezpieczne, a wybór pomiędzy pilnowaniem sąsiada, czy też, aby noga jego nie przekroczyła progu domu, wielu wybierze to drugie. Strach sprawia, iż na drugiego człowieka patrzymy jak na wroga. Człowiek przestał być dla nas najpierw człowiekiem, stał się potencjalnym zagrożeniem, zakałą potencjalnie noszącą w sobie diabolicznego wirusa, gotową w każdej chwili nam go sprzedać. Bycie potomkami powstańców warszawskich zobowiązuje do odwagi. Podczas gdy wielcy tego świata, nieistotne czy z lewicy, czy z prawicy, okradają nas z owoców naszej pracy, śmiejąc nam się w twarz, wykażmy się bohaterstwem, dzwoniąc po służby, bo Kowalski właśnie wyszedł z psem na spacer. A można by, chociaż zadzwonić najpierw do niego i omówić nasze obawy, można by, gdyby celem było wspólne dobro, nie zaś dokopanie komuś.

A można by marzyć o świecie, gdzie jeden drugiemu bratem, gdzie silni duchowo ludzie odwagę mają walczyć o kraj dobrobytu, jedności, gdzie jeden za drugim murem stanie, gdzie rządy są dla ludzi, nie zaś tylko ludzie dla nich, gdzie tysiące dzieci umierające z głodu każdego dnia, są nie mniej zauważane, jak setki ofiar wirusa, gdzie nie truje się nas śmieciowym jedzeniem, zatrutym powietrzem i wodą, obniżając wydolność naszych systemów odpornościowych, gdzie chore, wojskowe laboratoria, nie produkują źródeł infekcji, by móc następnie na nich zarobić i zniewalać masy, można by marzyć, można by kreować…

Tymczasem niestety nikt pytań nie zadaje. Nie pyta nikt, skąd osłabiona w społeczeństwie odporność naszych organizmów. Nie pyta nikt, dlaczego zaraz po emisji reklamy „zostań w domu dla swojego zdrowia”, emitowane są reklamy śmieciowego hamburgera i coli z McDonald’s. Nie pyta nikt, dlaczego zamiast tymczasowego odizolowania najbardziej narażonych i słabych obywateli w starszym wieku, izoluje się cały naród w tym zdrowych i młodych, zamiast pozwolić im popychać do przodu gospodarkę, nie pozwalając, by tych najbiedniejszych zamiast wirusa, nie zaczęły zabijać zaraz głód i bezdomność. Nie zapoznaje się nikt z innymi, niż te nachalnie podsuwane, źródłami informacji mówiącymi, skąd wziął się ów wirus, kto na zaistniałej sytuacji może zyskać. Brak ciekawości świata, brak inicjatywy, bierność przelewają się, a tamę, która mogłaby zatrzymać ową powódź ciężko znaleźć.

Przyszło większości z nas, najbliższe kilka miesięcy spędzić w  narodowej kwarantannie. Warto, abyśmy czas ten spędzili w jak najbardziej wartościowy sposób, budując relacje rodzinne, relacje z Bogiem, dbając o radość, choćby grając w karty, czy też oglądając filmy, bo i one, dopóki nie zajmują połowy naszego życia, też stanowić mogą pewną wartość. Najgorszą rzeczą, jaka może wkraść się teraz to pesymizm, no i tak- bierność oczywiście, a wracając raz jeszcze do niej: idąc za rządowymi wytycznymi: tak, dbajmy o higienę, myjmy ręce, jednak przede wszystkim patrzmy na ręce, tym co powinniśmy, żyjmy odważnie, a w ludziach dostrzegajmy ludzi i przestańmy w końcu dzielić się na wyborców lewicy i prawicy, żrących się ze sobą, lemingi i lewaki, lepszych i gorszych, stańmy się jednością, bo jeśli nie zrobimy tego TERAZ, powróci Gierek, godziny policyjne i pustki na półkach sklepowych. Oj przepraszam, te już są! To jak, pomożecie?

548 Udostępnień

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.