Zerujemy konto

 

Żyjemy w wirtualnej rzeczywistości, nie wiemy nawet jak bardzo. Jesteśmy twórcami gry, przy której scenariusz Mario Bross może się schować, gry, w której iluzja nadchodzącej wygranej wyprzedza klimatem wszystkie kasyna Las Vegas, a kłamstwa przebijają wszystkie pokerowe blefy. Blefowac nauczyliśmy się bardzo dobrze, stawka jest w końcu nie byle jaka, a jest nią nasza dusza. 

Gra „Zerujemy konto” jest na rynku od dobrych setek lat. Postanawiając sprawdzić, na czym polega tajemnica jej popularności, udałem się do sklepu z elektroniką, zaopatrując się w niezbędny zestaw, którego głównym elementem zdaje się kask, po którego założeniu i podpięciu kilku kabelków, znajdujemy się już w wybranej wirtualnej rzeczywistości. Gra posiada również tryb gry online, dzięki czemu korzystając z sieci, możemy wejść w interakcje również z innymi graczami. Ale co tu dużo opowiadać. Zakładam kask i już  po chwili znajduję się w świecie iluzji. Wchodzę do pokoju, w którym przy stole siedzi kilka osób (graczy?). Jedna z nich-starzec, postać najbardziej skupiająca moją uwagę, zaprasza mnie, abym zajął ostatnie wolne miejsce. Witam się ze wszystkimi i siadam obok Tomka, przedstawiciela handlowego, który do starca zwraca się per Bóg. Moją uwagę zwracają komputery, znajdujące się po jednym przed każdym z nas. Na monitorze widnieje napis: Zerujemy konto, z wyświetlającą się opcją zagraj. Zaraz! Przeciez ja już jestem w grze! Ta znajdująca się na komputerze przede mną zdaje się czymś w rodzaju gry wewnątrz gry. Na potrzeby dalszego opisu, nazywam ją drugim poziomem iluzji, poziom zaś w którym znajduje się pokój gier, wraz ze starcem nazywam pierwszym poziomem iluzji. Nieistotne! Wybieram okienko Zagraj i wciskam Enter. Reszta graczy przy stole zdaje się robić to samo. Wcielam się w postać nieznajomego mi mężczyzny, pracownika banku, a przed oczami zaczynają migać mi sceny z jego życia, w których jednocześnie mogę brać aktywny udział. Pod spodem wyświetla się menu (podobne widziałem na pierwszym poziomie iluzji), w którym znajduje się pasek życia, a także zebrane punkty- te mogą być dodatnie, bądź minusowe. Jest również przycisk z opcją- koło ratunkowe. Skupiam się jednak na grze. W pierwszej scenie pojawia się przede mną nauczycielka niemieckiego. Zdaje się, że właśnie dostałem pałę z klasówki, przez co mogę być zagrożony niezdaniem do kolejnej klasy. Gruba, stara baba, niech jej ziemia ciężką będzie! Na menu zapala się czerwona lampka, której pojawieniu towarzyszy znana z teleturniejów syrena, zwiastująca utratę punktów. I w rzeczy samej, mój bilans z zera spada do minus 30. Staram się dociec, co wpływa na bilans moich punktów, jednak ciąg myśli zakłóca mi pani Genowefa, besztająca mnie za brak wiedzy z przedmiotu. Głupia jędza (czerwona lampka zapala się)! Zaraz, czyżby system czytał moje myśli? Zostaję wrzucony w kolejną scenę. Syn postanawia iść na studia na Akademię Sztuk Pięknych. Jestem temu stanowczo przeciwny. Zawód to powinien być zawód. Uważam, że syn powinien zostać inżynierem. Zawsze był dobry z matematyki. Rozmawiam się z synem, stwierdzając, że może pakować walizki już na dobre, jeśli zrobi po swojemu, jest jeszcze młody i nie wie, co dla niego jest właściwe, poza tym wola ojca zawsze powinna być dla dziecka niepodważalna (lampka, syrena, -40 punktów). Co jest do cholery? Podjąłem decyzję służącą dobru syna. System bądź też raczej starzec, który jak zaczynam podejrzewać, jest za jego funkcjonowanie odpowiedzialny oszalał. Zauważam przy okazji, że żony nie ma jeszcze w domu. Wyszła z koleżankami na kręgle, z okazji urodzin jednej z nich, a robi się już wieczór. Kobietę trzeba trzymać krótko, bo jeszcze poderwie jakiegoś innego faceta. Dzwonię, żeby przywołać ją do porządku (lampka, syrena, – 30 punktów). Puszczają mi nerwy i stwierdzam, że cała ta gra jest popierdolona (lampka, syrena, -5 punktów). Proszę, chociaż o zmianę sceny. Leżę w szpitalu, w którym dożywam swoich 80-tych urodzin i są to moje ostatnie dni. Przyjeżdża mój brat z zagranicy. Nie widzieliśmy się już kilka lat i szczerze stwierdziwszy, nie mam chęci go oglądać. Ostatniemu naszemu spotkaniu towarzyszyła awantura natury finansowej i pewnych rzeczy nie mam zamiaru zapominać. Wskazuję mu palcem na drzwi wyjściowe, dorzucając trochę ciętego języka (czerwona lampka, -50 punktów). Moją uwagę skupia na sobie pasek menu. Pasek życia zdaje się schodzić już do zera, bilans zebranych punktów wynosi minus 870 230. Zdaje się, że doznałem totalnej porażki. Z ciekawosci klikam na przycisk, z którym z jakichś przyczyn jeszcze się nie zaznajomiłem- koło ratunkowe. Pojawia się przede mną mężczyzna w koloratce. Rozpoznaję w nim Tomka, gracza siedzącego obok mnie w pokoju gier. Jego postać jest księdzem, a pojawiające sie obok niej statystyki gracza sugerują, że i jemu gra nie układa się najlepiej. Postać, pod którą kryje się Tomek, wykonuje nade mną gest ostatniego namaszczenia. Licznik zeruje się i stan punktów wskazuje po chwili plus 50. Umieram, a pokazująca się na ekranie monitora sceneria sugeruje, że oto otwierają się przede mną bramy raju, jest tak pięknie! Wszyscy, włącznie z panią Genowefą, mogą pocałować mnie w cztery litery. Idę do nieba!

Podekscytowany sukcesem, decyduję się zagrać jeszcze raz. Sprawdzam też, iż mogę korzystać z koła ratunkowego w różnych formach, częściej w trakcie gry. Nie warto ryzykować i czekać z jego użyciem do samego jej końca. Tomek jest odtąd moim najlepszym przyjacielem i spowiednikiem zerującym stan mojego konta. Po każdorazowym wybraniu opcji koło ratunkowe i wciśnięciu Enter, do wyboru dostaję kilka różnych form zgarnięcia bonusowych punktów. Dwa moje ulubione to spowiedź i ofiara na tacę. Zwymyślanie sąsiadki skutkuje czerwoną lampką na pasku menu oraz karą  – 30 punktów. Czyn ten należy do mojej codziennej rutyny i w skali tygodnia daje mi ponad 200 punktów karnych, fantazje o awansie w pracy kosztem znienawidzonego kolegi z nadejściem weekendu obciążają moje konto o 350 punktów, zaniedbywanie swoich obowiązków w domu, jak sprzątanie i zostawianie ich do robienia wyłącznie żonie, która ciężko pracuje jako ekspedientka w sklepie, to niecałe 100 punktów karnych. Zazwyczaj z nadejściem niedzieli na pasku menu widnieje bilans około 2000 punktów na minusie. Wciśnięcie Enter wyrzuca mnie momentalnie przy konfesjonale u Adama, ładując moje konto o 2500 punktów. Schemat działania jest do znudzenia powtarzalny: plucie na ludzi, lampka, debet, Enter, kradzież, lampka, debet, Enter, …lampka, debet, Enter, …, lampka, debet, Enter. Kolejna scena wrzuca mnie w awanturę z żoną. Beata stwierdza, że nie angażuję się zupełnie w życie rodzinne, pomijając nakazy i zakazy, którymi rzucam w stronę jej i syna. Pewne granice dopiero przełamuję i jak dotąd nigdy nie posunąłem się do przemocy fizycznej wobec rodziny. Żona krzyczy cos, lecz treść nie dociera do moich uszu. Unoszę swoją rękę, namierzając się w policzek małżonki. Jej oczy obserwują mnie, rozumiejąc, co ma się wydarzyć. Jej twarz nie protestuje w żaden sposób, nie ucieka, czeka cierpliwie pogodzona z najbliższą sekundą, jednak jej serce pęka, pozostawiając po sobie wyrwę, która niczym zwierciadło, niepozwalające dostrzec dotąd, co znajduje się po jego drugiej stronie, odsłania nagle tajemnicę- całą maszynerię oprogramowania podłączoną, niczym wstawka hakerska, pod system gry. Spoglądając w dół, widzę studnię niekończącej się beznadziei, poplątanych ścieżek, utraconych marzeń, na jej dnie zaś wysypisko części zamiennych, zużytych i zardzewiałych części dusz, odprowadzanych siecią przewodów, z każdym naciśnięciem klawisza Enter.  Spostrzegam również przewody transportujące w górę części zastępcze, czarne, zrobociałe flegmy, będące czymś w rodzaju wypełnień, zastępujących utracone części dusz, niepozwalające ludziom dostrzec procederu, jaki na nich się odbywa. Spoglądając jeszcze raz na dno, dostrzegam, że całość stanowi swego rodzaju zastawę, przygotowaną na ucztę, jaka ma się odbyć. Wśród wijących, czekających na pożarcie dusz widzę swoją własną i pojawia się ten, który z mroku się wyłania i spogląda na mnie, i zamieram z przerażenia. Iluzja zaiste doskonała: oddają szatanowi dusze, myśląc, że Bogu służą. Wszystko powoli znika, gdy ma ręka spotyka się z twarzą Beaty…

…POLICZEK, LAMPKA, DEBET, ENTER.

Podobnie jak poprzednim razem, grę kończę z dodatnim bilansem. Bramy raju otwierają się…

 

Powracam na pierwszy poziom iluzji, dostrzegając ponownie starca, jak i pozostałych graczy. Siedzący naprzeciwko mnie osobnik, spogląda na mnie z zawistnym spojrzeniem, zazdroszcząc mi najwidoczniej korzystnego zakończenia rozgrywki. Z chęcią dałbym mu w japę, nie pozwala mi jednak na to, ochraniająca delikwenta niczym parasol ochronny, szeroka sylwetka dzielącego nas stołu. Dochodzi do mnie, że i tutaj gra ma swoją kontynuację, daje o sobie bowiem znać znana mi czerwona lampka oraz ujemny pasek punktów na pasku menu. Wyuczony instynkt obronny każe mi automatycznie szukać ręką klawisza Enter. Wykonuję posłusznie zadane mi polecenie, jednak towarzyszy temu kompletny brak reakcji systemu. Siedząca naprzeciwko mnie twarz zakazana uśmiecha się ironicznie, narażając mnie na utratę kolejnych 20 punktów, przed których utratą nie potrafi uchronić mnie nawet sylwetka dzielącego nas stołu ani  fakt, że nikogo fizycznie nawet nie dotknąłem. Poirytowany patrzę na starca, jednak i tutaj dzieląca nas odległość kilku osób, nie pozwala mi na wymierzenie sprawiedliwości. Ten spogląda na mnie z zaskoczeniem, iż nie zdawałem sobie sprawy, że pewne mechanizmy funkcjonujące na drugim poziomie iluzji, na tym poziomie gry, nie maja racji bytu. Moja frustracja sięga zenitu, tak więc postanawiam opuścić salę gier. Namawiam Tomka na podjęcie tej samej decyzji i po chwili znajdujemy się na chodniku, na progu poznawania nieodkrytego jeszcze poziomu gry. Rzeczywistość potwierdza słowa starca, utwierdzając w przekonaniu, iż wszelkie schematy stosowane do tej pory, a pozwalające zapanować nad życiem, tutaj niekoniecznie wykazują się równą skutecznością. Przeskakując po kolejnych scenach z życia okazuje się, że jako będący w sile wieku mężczyzna, ląduję na ulicy, bez dachu nad głową, z paczką papierosów w kieszeni- najbardziej wartościową rzeczą, jaką dysponuję, oraz stanem konta minus 460 000 na pasku menu. Również tutaj moim wiernym kompanem na drodze przez życie jest Tomek. W jednej ze scen leżymy jak co rano na chodniku, przykryci kocem. Tomek jeszcze drzemie. W ostatnią noc popiliśmy niemało jak zwykle zresztą. Jest niedziela i monopolowy jeszcze zamknięty. Mając pustą butelkę i brak pomysłów na wykorzystanie czasu, wspominam spoliczkowanie żony, którego dopuściłem się na drugim poziomie iluzji. Co właściwie wtedy widziałem i co z tego jest prawdą również na obecnym poziomie gry? Co, jeśli mechanizm, który wtedy zobaczyłem, funkcjonuje również tutaj? Rozmyślanie i brak wódki wywołują we mnie niepokój. Moją uwagę przyciąga nagle widok kobiety zaglądającej do najbliższego śmietnika. Myślę sobie, że los okazał się dla niej podobnie łaskawy jak dla mnie. Jej twarz zdaje się…Ja pierdolę! Szturcham Tomka, starając się go obudzić.

– Czego? Daj pospać!

– Wstawaj! Widzisz tę kobietę?

– No i co?

– Wtedy, w pokoju gier przyszła do mnie po kredyt. Wiedziałem, że będzie on dla niej niekorzystny, że wiele ryzykuje, ale udzieliłem go. Pamiętam, że za ten czyn dostałem minus 50 punktów. Po jakimś czasie okazało się, że kobieta zbankrutowała, została bez domu, jednak ty wykasowałeś mi punkty. Wszystko powinno zostać wykasowane! Nie rozumiem!

– Czego nie rozumiesz? Udzieliłeś jej kredytu, kobieta zbankrutowała, tyle.

– Ale przecież wyzerowałeś mi punkty. Jaki jest cały sens z tym kasowaniem, jeśli w zasadzie nic się nie zmienia? I tak nic nie znika!

– Jak nic nie znika? Punkty znikają!

– Słuchaj…czy będąc wtedy w pokoju gier, zdarzyło ci się widzieć coś dziwnego?

– Każdego dnia widzę coś dziwnego. Wszystko jest kurwa dziwne. Ty jesteś dziwny. Co masz na myśli?

– Ja tam, ja uderzyłem Agatę..i w jej sercu…w jej sercu zobaczyłem szczelinę…

– Co zobaczyłeś?! W głowie masz szczelinę. Delirkę miałeś i teraz też masz. Idź skołuj flaszkę! Dziś twoja kolej!

– A co jeśli…a mniejsza z tym.

Zrezygnowany, wyczerpany i pełen niepokoju wstaję, kierując się w stronę dworca. Tam najłatwiej o drobne. Czekając na przesiadkę, dadzą parę groszy, byleś tylko się odczepił. Oczywiście jak zawsze zbierać będę na bilet, choć wielu pasażerów doskonale już mnie rozpoznaje, dając tego wyraz krótkim: spieprzaj pan! Same już myśli planowania żebractwa zapalają czerwoną lampkę na pasku menu i uszczuplają moje konto o minus 10 punktów. Zatrzymuję się na czerwonym, na przejściu dla pieszych. Podchodzi do niego również matka z dzieckiem, spiesząc się na pociąg. Kobieta ubrana w czerwoną sukienkę, patrząc mi prosto w oczy, tak jakby mówiła do mnie, ostrzega córkę przed nadjeżdżającymi pojazdami. Wygląda całkiem atrakcyjnie..

– Zatrzymaj się! Nie widzisz, że jest czerwone? Na własne życzenie pakujesz się pod koła.

Dziewczynka zdaje się jednak bardziej zainteresowana paczką cukierków. Grzebiąc ręką w paczce, wybiera jednego.

– Chce pan cukierka?

Fakt, że zostałem w ogóle zauważony, onieśmiela mnie nieco. Zazwyczaj ludzie, mając wybór, najzwyczajniej ignorują moją obecność, trzymając się o bezpieczne dwa metry z dala.

– Yyy, poproszę. Dziękuję bardzo.

Może smak słodyczy pozwoli przez chwilę nie myśleć o wódce i… szczelinie? Odwijam cukierka…kurwa, czerwony. Czyżby system w jakiś dziwny sposób do mnie przemawiał?

W drodze na dworzec mijam banery reklamowe. Na jednym z nich widzę reklamę biura podróży:

– Zaplanuj swoją podróż! Nie zmierzaj donikąd!

 Zaraz za nią wyłania się baner z reklamą lodów:

– Podaruj sobie trochę radości! Osłódź sobie życie!

W świecie reklam wszystko wydaje się takie proste. Niestety moją drogą przez życie jest tylko wódka. Po jakimś czasie jestem już na dworcu.

– Zbieram na bilet. Poratuje pan złotówką? Jestem bezdomny, Nie mam co jeść. Poratuje pani? Brakuje mi do biletu…

Wracam do Tomka i przeliczam zabrane monety.

– Osiemnaście, osiemnaście pięćdziesiąt, dziewiętnaście. Na flaszkę mam!

Tomek wykazuje oznaki ożywienia i w końcu decyduje się podnieść.

– A na chleb?

– Pięćdziesiąt groszy, pięćdziesiąt osiem, sześćdziesiąt… Na chleb nie mam.

– Dobra ja dozbieram.

Tomek wstaje i udaje się w kierunku przystanku. Przystanek na Zielonej to nasz drugi punkt zbieractwa. Z dworca wróciłem uszczuplony o kolejne 35 punktów na pasku menu. Kalkuluję, że Tomek powinien stracić nie więcej niż 5 punktów. Cholera, to ja namówiłem go wtedy na opuszczenie pokoju gier. Być może gdyby nie to, chociaż dla niego sprawy potoczyłyby się lepiej.

– Zaczekaj! Stracisz kolejne punkty! To wszystko zmierza donikąd!

Tomek odwraca się, patrząc nam mnie, szukając najwyraźniej szczeliny w mojej głowie, o której istnienie niedawno mnie posądzał. Ku memu zaskoczeniu na moim pasku menu zapala się zielona lampka i konto zostaje zasilone o 20 punktów. Pierwszy raz na tym poziomie gry udaje mi się podładować konto. Podejrzewając, że rozgryzłem właśnie, jak działa system na tym poziomie gry, udaję się w stronę ludzi z nadzieją nazbierania kolejnych punktów. Widząc starszą panią z zakupami, wybieram ją na swój cel. Najchętniej starszej, grubej babie, przypominającą nieodparcie panią Genowefę, ukradłbym owe siatki, jednak czego nie robi się dla kilku punktów?

– Pomóc pani z zakupami? Uśmiecham się, czekając jednocześnie na zasilenie konta. Nic takiego się jednak nie dzieje. Okazuje się, że nie tak łatwo oszukać system. W tym momencie też widzę atrakcyjną kobietę spacerującą chodnikiem. Robi na mnie pozytywne wrażenie.

– Ładna sukienka!

– A dziękuję.

Dziewczyna uśmiecha się, przechodząc obok mnie. Zapala się zielona lampka i pięć punktów ląduje na moim koncie. Załapałem, że tylko będąc szczerym, mogę zarobić jakiekolwiek punkty. Mimo to czuję ulgę. Czuję, że istnieje droga wyjścia i że stoi ona dla mnie otworem.  Cały ten koszmar może w końcu się skończyć. Stojąc na środku chodnika, zwyczajnie obserwuję ludzi. Ich twarze zdają się uśmiechnięte, jednak paski z ilością punktów przypięte do każdej postaci wskazują, że w ich głowach kotłują się czarne myśli, te same, które pochłaniały mnie do tej pory. Obserwuję jednocześnie, iż każda z nich stara się wyzerować swoje konto. Ręce ich podrygują, szukając automatycznie klawisza Enter. Najwidoczniej każda z tych osób, otrzeć musiała się o drugi poziom iluzji, stosując w nim te same schematy co ja i wciąż stara się wprowadzać je również tutaj. Postanawiam, że im pomogę. Nie chcę, żeby przechodzili przez ten sam koszmar, z którego właśnie zacząłem się  uwalniać. Dopiero teraz też, dochodzi do mnie, że starzec nie odpowiada za ciemną część systemu. On chciał mnie przesterzec! Jego wolą jest, żebym ja ostrzegł innych.

– Zatrzymajcie się! Enter nie działa! Enter nie działa! Wystarczy do cholery! Wystarczy! Wystarczy, że…będziemy patrzeć na siebie jak na ludzi!

Moje konto zostaje doładowane o sto punktów, a gra zdaje się znikać sprzed moich oczu.

Wychodzę na chwilę ze świata fikcji literackiej i odchodzę od komputera. Kolejny wpis na bloga gotowy! W końcu! Ostatnio chyba trochę ogarnęło mnie lenistwo i długo nie przysiadłem do pisania. Idę zrobić kawę i dwa tosty. Zalewając kawę, przypominam sobie, że muszę pomóc sąsiadowi w wyniesieniu kilku mebli. Obiecałem mu i facet na pewno się ucieszy. W tosterze zapala się zielona lampka, oznajmiając, że posiłek jest gotowy. Podejrzliwie spoglądam na toster, zastanawiając się, czy system wciąż do mnie przemawia. Zasiadam do komputera, przerzucając tekst z Worda do WordPressa.

KOPIUJ- WKLEJ- ENTER

 

29 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *