Wystrój wnętrz

 

Chciałbym dziś ruszyć temat dekoracji wnętrz. Muszę przyznać, że idąc do sklepu, kupując cokolwiek z tej kategorii, mogę spędzić wieczność na oglądaniu i wybieraniu towaru. Od kilku dni chodziła za mną myśl kupna kwiatu doniczkowego, mającego tchnąć trochę życia w barwy moich czterech kątów. Moim zamysłem miał być kwiat kolorowy cały czas, czyli kwitnący cały czas, czyli nieistniejący. Kompromisem dla tych trzech warunków okazało się takie oto cudo: 

 

Stał on się przy okazji inspiracją na kolejny temat bloga. Nie spodziewałbym się wcześniej, że przyjdzie mi kiedyś pisać w sieci o dekoracji wnętrz. Ale do rzeczy... 

Każdy z nas posiada złote salony, luksusowe meble i marmurowe podłogi. Problem w tym, że rzadko bywamy w domu i wszystko pokrywa się warstwą brudu, a kiedy już wracamy, wchodzimy z butami i dolewamy oliwy do ognia. Nikt oprócz nas przecież nie dostrzeże naszego niedbalstwa, nie musimy więc zbytnio dbać o czystość. Zrobimy ewentualnie remanentkiedy wpadną goście. Wchodzimy więc do mieszkania i otwieramy szafę, z której wysypują się emocje z naciskiem wdeptującym nas w podłogę, prosto na jad rozlany ze szklanki, którą potrąciliśmy, rozmyślając o szefie i jutrzejszym dniu w pracy, siedząc na kanapie, w której zalęgły się karaluchy. Mimo wszystko wstajemy jednak, zapominając, że wcześniej rozrzuciliśmy zuchwale po podłodze stertę brudnych ciuchów. Potykamy się więc po raz już któryś o swoją pychę i lądujemy na glebie prosto w błoto, które nanieśliśmy, wchodząc do mieszkania z butami. Ściągnęlibyśmy je wcześniej na progu, gdybyśmy nie zanurzyli się w głowie w osądzanie menela spod sklepu, którego minęliśmy przed chwilą, wchodząc z butami w jego życie, wydając nad nim osądy.  

Ostatecznie, w całym tym post apokaliptycznym stanie destrukcji, w jakim znajduje się nasze mieszkanie, udaje nam się dostać do łazienki, by wziąć kąpiel. Nalewamy gorącej wody do wanny i czujemy się chwilowo uratowani przed zewnętrznym światem. Zaczynamy rozmyślać o rachunkach do zapłacenia, które od wczoraj leżą nam na wątrobie. Zapominamy jednak, że wilgoć i gorąco przyśpieszają procesy gnilne. I tak nasza gorąca kąpiel staje się gwoździem do trumny dla naszej wątroby. 

W rzeczywistości zazwyczaj lepiej dbamy o swoje fizyczne domy i fizyczne ciała, zaniedbując jednak te duchowe. Dlaczego? Bo zakładamy, że naszych myśli i emocji nikt nie zobaczy. To, że nikt ich nie widzi, jest dla nas zwolnieniem z utrzymania wewnętrznej czystości. Zapewne, gdyby nikt nie odwiedzał nas w naszych fizycznych domach, pozwolilibyśmy sobie na podobny bałagan, aż do momentu potykania się o rozrzucone brudy. Nie mylibyśmy się przez tydzień, tylko dlatego, że przez ten czas nikt nie miałby nas zobaczyć. Pytanie jednak, czy aby na pewno naszego duchowego domu nikt nie odwiedza. To, że nie dbamy o stan naszego wnętrza znaczy, że albo nie wierzymy w Boga, albo uważamy, że jest on na tyle nieznaczącym gościem, że możemy zaprosić go w takie warunki. Oczywiście w zamian oczekujemy, że ma on dla nas przygotowany po drugiej stronie pałac, piękny i lśniący. Wysyłając zaproszenie dla Boga warto przygotować dla niego nasze wnętrze, lub prosić, żeby pomógł nam tego dokonać. 

A przecież my też posiadamy złote salony, wystarczy je odkurzyć, by ich wygląd przywrócić do ich naturalnego stanu. W każdej chwili możemy zrobić sprzątanie w swojej duszy i wydobyć z niej to, czym tak naprawdę jest- miłością, przyjaźnią, braterstwem. W każdej chwili możemy uznać Boga za ważnego na tyle, że warto zaprosić go w takie właśnie warunki. Zawsze warto się rozwijać i pamiętać, że nie tylko kwiaty kwitną...

 
 
2 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.