Duchowość to praca na pełen etat. Nie mamy do wyboru pół-duchowości bądź ćwierć-duchowości. Istnieje tylko duchowość i istnieje iluzja. Do tej pierwszej nie prowadzą żadne półśrodki, drogi na skróty, kurs taksówką, czy droga na czyichś plecach. Sięgnąć po iluzję jest już bardzo łatwo. Wystarczy raz w tygodniu, w niedzielę, przemieścić się fizycznie z punktu A do punktu B, spędzić w nim godzinę na klęczkach stwierdzając, że wykonało się robotę na cały tydzień, po czym wrócić z punktu B do punktu A, nie dokonując żadnego przewartościowania w swoim spojrzeniu na ludzi, nie rozumiejąc, że droga duchowa to nie spacer na planie fizycznym, a wędrówka w głąb siebie. Nie poprowadzą nią najnowsze niedzielne lakierki, niedzielne auto, padanie na klęczki, czy inna forma gimnastyki. Duchowość to dbanie o jakość każdej myśli, to wprowadzanie praw duchowych w każdy aspekt swojego życia, w relacje rodzinne, przyjacielskie, pracę, w swoje pasje. Duchowość to nie przebieranie się za klauna, w celu sprawienia wrażenia bycia doskonalszym od innych, wizualnego oddzielenia się od reszty społeczeństwa, plebsu i podkreślenia swojej wyższości. Iluzja potrzebuje przebrania. Nie mając do zaoferowania nic wewnątrz siebie, dba o zewnętrzne przesłanki, świadczące o tym, że i w środku kryje się coś wyjątkowego, nieosiągalnego dla innych, ubiera się więc w cyrkowe szaty, w spowolniony głos, niczym zwiastujący płacz na końcu nosa, wywołany depresją niedawnej ofiary wykastrowania, w ręce na pokaz złożone do modlitwy, okraszone brakiem rozumienia, że modlitwa to niewymagający żadnej fizycznej choreografii, wewnętrzny stan łączności z Bogiem, stan pokoju i potrzeby zmieniania świata na lepsze. Duchowość przechodzi obok iluzji i jej bałwanienia niezauważona. Można ją spotkać na ulicach, w parku, na dyskotece i zakładzie pracy, nie będąc świadomym, że to z nią mamy do czynienia, objawia się subtelnie gotowością do pomocy, dobrym słowem, wsparciem na duchu, przyjaznym uśmiechem, choć czasem niewygodnym wyłożeniem prawdy, bo nie o nasze uznanie najpierw dba, a o nasze duchowe dobro. Iluzja dba o własne przetrwanie. Wszystkie jej działania nastawione są na zachowanie ustanowionego porządku rzeczy, dlatego zrobi wszystko, by zakopać wszelkie kiełkujące ziarna prawdy podważające istnienie iluzji. Wszelki głos nakierowujący na zajrzenie w głąb siebie- jedyne miejsce, gdzie można odnaleźć prawdę, musi zostać uciszony. Iluzja zawsze będzie nakierowywać na głos płynący z zewnątrz i stawiać go na piedestał. Szukając iluzji, zwróć więc oczy na piedestał i przebierane show, jakie na nim się odbywa, a znajdziesz ją na pewno. Abyś oddał jej całą swą uwagę, iluzja wykorzysta swój największy oręż- strach. Z jego pomącą, będzie cię zniewalać i od siebie uzależniać, a gdy usłyszysz wewnętrzny głos i postanowisz wydostać się ze złotej klatki w poszukiwaniu Boga, iluzja wykorzysta strach, wmawiając, że miłość nie wystarczy, że dobro nie wystarczy, podsunie ci przed oczy piedestały i wmówi, że za odwrócenie od nich oczu, spotka cię kara, powołując się na Boga, będzie trzymać cię od niego w oddzieleniu, żebyś to w niej odczuwał oparcie, myśląc, że ma to z Bogiem coś wspólnego. Iluzja zaoferuje ci również rekompensatę, powie ci, że zmieniać się na lepsze z nią nie musisz, że niż dobrym człowiekiem poza klatką, lepiej już być wątpliwym wewnątrz klatki, że nie twoje serce ma znaczenie, a trwanie przy niej. Nawet jeśli ze swoim życiem nie zrobisz nic wartościowego, ona- iluzja cię wykupi, bo ona trzyma klucz do twego zbawienia i wyjścia ze złotej klatki, nie szukasz już więc odpowiedzi, nie podważasz „prawd”, nie wyciągasz wniosków i stoisz półprzytomny, zaskoczony obuchem w łeb i stoisz i patrzysz…na piedestał.

12 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.