Spytaj człowieka religijnego o to, czy ufa Bogu, a z łatwością odpowie ci że tak. Spytaj go, czy chce do Boga wrócić, a odpowie, że już siedzi na walizkach. Ten sam człowiek na samo ledwie muśnięcie prawdopodobieństwa rychłej fizycznej śmierci, ufność, którą właśnie deklarował, schowa do walizek, na których właśnie siedział, wyrzucając je przez okno pociągu, którym jedzie. Trwoga zajrzy mu w oczy, a to dlatego, iż całe życie zdający się na pośrednictwo ludzkie, nieszukający bezpośredniej relacji z Bogiem, nie zna nic poza bogactwem świata materialnego, świat duchowy jest dla niego zaś krainą z opowiadań. Jako że strach ten był jeszcze tak niedawno częścią mnie, znam go z pierwszej ręki, strach- stan oddzielenia od Stwórcy. Dla idącego z Bogiem strach staje się jednak mętnym wspomnieniem, jakie bowiem ostatecznie znaczenie ma, czy za najbliższym zakrętem czekać będzie życie, czy śmierć ciała, skoro i na tym, jak i na każdym kolejnym zakręcie czekać będzie Bóg? Bo w życiu prócz trzymanych w pokoju składów papieru toaletowego, liczy się pokój wewnętrzny, a prócz witaminy c mam też ze sobą opanowanie. Jedno i drugie mi się przyda.

9 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.