Opowieść o rybach

I stworzył malarz swoje dzieło, dając nam możliwość współuczestniczenia w wielkim projekcie kreacji. Dał nam pędzel, byśmy jego muśnięciem, zaznaczyć mogli swą obecność, byśmy na jego podobieństwo, tworzyć mogli swoje dzieła i choć każde z nich jest jak kropla w oceanie, to wraz z innymi doniosłe ma znaczenie, cząstką bowiem dzieła jest Bożego, największym zaszczytem, jaki spotkać mógł człowieka.

Popatrzył człowiek więc na dzieło Boże i zadumał się nad nim, a w duszy jego pojawiło się w nim pytanie- czy twórca dzieła, na które przyszło mu spoglądać, istnieje, czy może też dzieło samo się stworzyło. Pytanie, choć zdawałoby się, niemające racji bytu, pochłaniać zaczęło umysły kolejnych ludzi, a szukanie odpowiedzi na nie stało się przymiotem największych filozofów. Jednak głos Twórcy cały czas pobrzmiewał w człowieku, powtarzając- twórz na podobieństwo moje i dopełniaj mego dzieła. Szukając odpowiedzi i szukając Boga, zaczął więc człowiek tworzyć. Malować zaczął więc świątynie na obrazie Stwórcy, stwierdzając, że… właśnie tam zamieszkał Twórca dzieła. I podzielił płótno na miejsca święte i miejsca niczyje, miejsca przez Stwórcę zamieszkałe i przez niego opuszczone, a w tych drugich namalował zawiść, myśląc, że ich Bóg nie widzi. Jednak głos pobrzmiewał w nim cały czas- twórz na podobieństwo moje. Ustaliwszy wcześniej, że Bóg w świątyniach tylko mieszka, postanowił człowiek oddać Jemu cześć, chwycił więc za pędzel i świątynie złotem wymalował, aby mógł w nich pokłon oddać. I zabłysła na płótnie w swym przepychu złota farba, ociekając miejsca, w których mieszkał Bóg i złożył w nich człowiek pokłon Stwórcy, a wychodząc z nich, paćkał płótno w nienawiści, tak by czarną farbą pokryć ziemię gorszą i przez Boga opuszczoną. Dotknął pędzlem płótna i napisał: WIARA.

– Wiara w co?

Z pustki wydobył się głos.

– Wiara w powinność czynienia dobra? Odnalezienie sensu swojej misji? Wiara we wspólną kreację? W szczęście? W miłość?

– Wiara w Stwórcę. Wierzę, że ten, kto stworzył owo dzieło istnieje!

– I do czego Cię to skłoni?

– Będę oddawał mu pokłon!

I namalował więcej świątyń, w których szukał Stwórcy dzieła. Chwytał złoty pędzel, wchodząc do nich, czarny zaś wychodząc. I na płótnie dostrzegł innych ludzi i inne złote mury, w których ludzie Boga czcili. W jednych widział ludzi padających na kolana, w innych palących świece, składających ofiary, w jednych ze zwierząt, w innych z bogactwa, w jednych poszczących w czwartki, w innych poszczących w piątki i nazywając ich innowiercami, za pędzel chwycił i napisał: WOJNA. I rzucił się im do gardeł, a inni chwycili jego, nazywając innowiercą go i pozostałych.

– Obrażacie Stwórcę, wielbiąc go w inny niż ja sposób. Ukorzcie cię, w przeciwnym razie dusze wasze potępione będą.

– Zamilcz ignorancie! Ten, kto nie wie, że w środy pości się, nie w czwartki, a w ofierze złoto, nie banknoty daje, ten jest grzeszny wobec Stwórcy. Wiara twoja więc fałszywa!

Trzeci chwycił pędzel, po czym namalował drogę.

– Drogą do zbawienia jest pielgrzymka. Raz do roku z gór do morza przejść musicie. Milion dróg, jednak tylko ta ceniona jest przez Boga.

I namalowali miecze, ruszając w swym kierunku. Słońce zaszło, a i kwiaty skryły się pod czarną farbą, nie chcąc widzieć tego, co miało się wydarzyć. Poza walczącymi postaciami zamarł wszelki ruch i życie zdawało się opuszczać obraz, jedynie postać wędrowca, spacerującego po zaplamionej powierzchni płótna, przykuła uwagę reszty. W ręku trzymał książkę i choć zdawała towarzyszyć mu samotność, dało się odczuć jeszcze obecność kogoś jeszcze u jego boku, a przynajmniej on sprawiał wrażenie kroczenia w takim właśnie poczuciu.

– Krzątasz się, jakbyś nie miał czym wypełnić czasu. Marnotrawiąc go, na dary dla Stwórcy nie zarobisz. Kimże jesteś i z czego żyjesz?

– Wędrowcem jestem i prawdą żyję.

– I o niej też jest twoja księga?

– Nie, ta o wielkim kłamstwie mówi.

– Jaśniej mów co ze sobą niesiesz!

– Opowieść o rybach.

Otworzył nieznajomy książkę, po czym zaczął czytać.

– Była sobie grupa ryb, która ogłosiła poszukiwania wody. Ryby obiecały reszcie braci, że odnajdą dla nich wodę, tak by uratować je przed śmiercią. Płynąc, natknęły się na rafę koralową wyłożoną kamieniem i roślinnością. A że miejsce wydało się im spełniające ich oczekiwania, zwołały resztę ryb, ogłaszając, że właśnie tutaj znajduje się woda. Zadeklarowały zapewnić reszcie dostęp do wody, jednak, jako że nagroda miała być zacna, a miało nią być życie, postanowiły udzielić dostępu do wody za opłatą. Każda z niższej kasty ryb zobowiązała się do przynoszenia raz na jakiś czas pożywienia. Kilka robaków w zamian za tak doniosłą nagrodę, zdawało się niewielką ceną. Ryby radowały się, że wraz z pozostałymi zostaną uratowane, zasmucała ich jedynie postawa zagubionej, jak mówili, towarzyszki, która do podróży ku rafie specjalnie się nie kwapiła, tracąc cenny czas na pływanie i zjadanie robaczków. Jako że wszystkie jej towarzyszki udały się na rafę, znudzona i pozostawiona bez ich towarzystwa, wybrała się więc na spotkanie reszty ryb. Dopływając jednak na miejsce, zastała umierających braci i umierające siostry, którzy przestali zjadać robaczki i używać skrzeli, które miały czekać dopiero na pojawienie się przepływającej przez nie wody. Postanowiła więc nasza bohaterka opowieści spisać historię tego, co widziała i przemierzając ocean, ostrzegać pozostałe ryby przed katastrofą, w której stronę zmierzały. Nazwano ją  wędrowcem.

– Zamiast Stwórcę dzieła chwalić, prawisz brednie. Udaj się ze mną do świątyni, aby chwalić jego imię.

– Doceniam, jednak inne ścieżki mną kierują.

– Albo życie wieczne ci nie miłe, alboś tylko głupi.

– A czy mądrą ryba jest, która w oceanie zanurzona będąc, o dostęp do wody ma prosić? Udałbym się z tobą, ale zbyt zajęty jestem.

– A co ważniejsze może być od chwalenia imienia tego, co to wszystko namalował?

– Działanie na jego rzecz. Ratować braci muszę.

– A czegoż to im brakuje i co ma ich ratować?

– Czystości duszy.

– W jakim sensie?

– W myśli, słowie, czynie.

– Wszystko to odnajdą tutaj. Co czystszego jest niż pokłon?

Odparł jeden.

– Co czystszego niż klęknięcie?

Odparł drugi.

– Co czystszego niż pielgrzymka?

– Co czystszego niż ofiara?

Nieznajomy chwycił farby do ręki i napisał: MIŁOŚĆ

– To ona pędzlem jest w dłoni Stwórcy i drogą do Niego.

Wędrowiec zaczął się oddalać, a podążało za nim słońce, którego blask zdawał się przyćmiewać blask świątyń, i szedł a zdawała się mu towarzyszyć obecność kogoś jeszcze i kwiaty za nim kwitły.

70 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.