Obrażanie się- lżejsza forma nienawiści

Większość z nas nie chce być złymi ludźmi. Większość z nas nie chce być dobrymi ludźmi. Zło nie jest naszą pierwotną naturą, dobro zaś dla wielu wydaje się nudne i niemodne. Bojąc się mroku i chroniąc oczy przed światłem, uwiliśmy na ich pograniczu wygodne gniazdko, upychając w nie nijakość i atrapy dobra i zła, pozwalające nam dotknąć ich obu, broniąc jednocześnie przed zapuszczeniem się zbyt daleko. Zamiast miłości zadowalamy się akceptacją, nienawiść zaś przyodzialiśmy w inne, bardziej ludzkie i zakamuflowane formy. Wprawdzie nijakość to krok do przodu w stosunku do prawdziwego zła, jednak czy jest tym, o co nam chodzi?

Nie potrafimy kochać ludzi takimi, jakimi są, tworzymy więc w głowie fałszywe przekonania o nich, o tym, co ich stanowi, o tym, co powinni i czego nie powinni, a im bardziej nie potrafimy kochać ich takimi, jacy są, tym większe stawiamy oczekiwania, w które to inni mają się wpasować, po to, by móc zmieścić się w ciasne ramy naszych fałszywych wyobrażeń o nich, ram, wewnątrz których będziemy zdolni do „miłości”. Oczekiwania mają jednak to do siebie, że potrafią zostać niezaspokojone, a niepokorny obiekt naszych uczuć potrafi przedrzeć się poza wyznaczone dlań granice, wewnątrz których potrafimy kochać. Nasza „miłość” potrafi szybko zamienić się w nienawiść. W tym momencie z pewnością wielu zaprzeczy, iż taki scenariusz nigdy ich nie dotyczył, a nienawiść to emocja, która jest im obca. Dlatego też, aby wszystkim nam łatwiej było zidentyfikować się z tym, o czym napiszę, chciałbym odejść tutaj od wszelkich burzliwych emocji i wydarzeń życiowych, a skupić się na codziennych, na pozór mało istotnych sytuacjach i poruszyć zagadnienie, jakim jest lżejsza forma nienawiści- obrażanie się. Znamy? Ktoś inny stwierdzi ok, jednak nikogo tym nie zabiję, wciąż jestem pozytywnym człowiekiem. Zapewne jesteś, jednak w chwili kiedy się obrażasz, jesteś jedynie obrażonym człowiekiem, być może nie złym, na pewno nie za dobrym. Poza tym, jeśli dążymy do duchowości i do Boga, czy wystarczy nam, że nie będziemy zabijać? Nigdy nie słyszałem o biegaczu, zadowolonym z tego, że nie posuwa się do tyłu, biegaczu, który, mimo że również nie posuwa się do przodu, jest zadowolony z tego, że stoi w miejscu, wciąż nazywając się sportowcem. Być może jednak stać nas na więcej? Przebiegnijmy się chwilę razem..

Czy istnieje możliwość reagowania w inny sposób, kiedy ludzie zachowują się w stosunku do nas niezgodnie z naszymi oczekiwaniami? Zdecydowanie tak, a jednym z nich jest

Zdystansowanie się do swoich oczekiwań.

Nie musimy dostawać wszystkiego, czego chcemy. W zasadzie świat byłby nudny, gdyby tak się działo, ludzie prędzej czy później wydaliby nam się nudni, a ich zachowania przewidywalne. Życie jest interesujące dopóty, dopóki istnieje w nim element nieznanego i to właśnie nieznane było tym, co dawało nam frajdę, kiedy byliśmy dziećmi. Kiedy wydorośleliśmy, strach podpowiedział nam, że lepiej, aby wszystko toczyło się według z góry nakreślonego scenariusza, któremu wszystko powinno zostać podporządkowane, w tym zachowania innych. Wszystko, co jest w stanie zburzyć ustalony porządek, wzbudza nas strach. Obrażając się, obwiniamy innych za to, że musimy znów go odczuwać. Jednak jeśli uda nam się zdystansować do swoich potrzeb i oczekiwań w stosunku do innych, przestaniemy kurczowo trzymać się swojego scenariusza i zamiast bać się nieznanego, zdobędziemy się na zdrowy dystans, zniknie strach, a wraz z nim potrzeba obwiniania innych. Jak jednak pozbyć się strachu, kiedy czujemy, że umyka nam grunt pod nogami? Rozwiązaniem będzie znalezienie innego gruntu, takiego, na który możemy liczyć w każdej chwili, niezmiennego i będącego oparciem, kiedy tylko go potrzebujemy. I tutaj znów powraca temat, jakim jest

ZAUFANIE DO BOGA

Człowiek będący w zaufaniu do Boga, będąc pozbawionym strachu, jest w znacznie mniejszym stopniu targany emocjami w relacjach z ludźmi. Mając pod sobą grunt pod nogami, jakim jest oparcie w Bogu, nie wymaga kurczowo od innych ludzi, aby ten grunt budowali dla niego. Odczuwając, że posiada już oparcie, na którym może polegać, skupia się na tym, by również inni je w sobie odnaleźli. Ludzie przestają być powoli źródłem, od którego chcemy tylko czerpać, ale również lub przede wszystkim tymi, którym chcemy dawać coś od siebie. Ufając Bogu, mamy również zaufanie, że wiedział co robi tworząc to, co tworzy. Pamiętajmy więc, że obrażając się na jego dzieło, czyli również na otaczających nas ludzi, obrażamy się również na Boga. Zaufanie do Boga jest tematem szerszym do omówienia, który chciałbym poruszyć również w osobnym wpisie.

Pozwolenie innym na bycie niedskonałymi

Jako że każdy z nas jest niedoskonały, również my, nielogicznym zdaje się obrażanie na innych za to, że i oni są niedoskonali. Jest to coś, co pozostanie niezmienne, w związku z czym mamy do wyboru dwa wyjścia: pełne zaakceptowanie tego faktu, bądź też szarpanie się z nim do końca życia, z czymże pierwsza opcja wydaje się znacznie przyjemniejsza, chyba że ktoś jest fascynatem bycia kłębkiem nerwów. Niedoskonałość nie jest jednak czymś, co miałoby komukolwiek specjalnie umniejszać. Oprócz niej w każdym są również cechy, które można podziwiać i to je powinniśmy przede wszystkim zauważać. Będąc świadomym tej złożoności człowieczeństwa, wciąż będziemy mogli widzieć w innych wartościowe i interesujące istoty, jednocześnie dystansując się do ich słabości.

Kochanie siebie

Wszyscy poświęcamy znaczną część życia na poszukiwaniu swojej wartości. Dopóki prawdziwie jej nie odczuwamy, nasze samo dowartościowanie bywa bardzo chwiejne i uzależnione od naszego zewnętrza. Raz po raz, a to jedne sytuacje podbudowują naszą samoocenę, po to by inne za chwilę ściągnęły ją w dół. Wystarczy czyjaś negatywna opinia na nasz temat, by nasze poczucie własnej wartości legło w gruzach. Co wówczas bardzo często robimy? A no, obrażamy się, liczymy bowiem, że to, czego nie odnaleźliśmy do tej pory, czyli pokochania samych siebie, drugi człowiek w nas uzupełni dobrym słowem, gestem, bądź inną formą wsparcia. Nie ma oczywiście niczego niewłaściwego, jeśli preferujemy bycie wspieranym przez innych, zamiast bycia tłamszonym. Problem jednak w tym, że człowiek, który nie kocha siebie, zawsze będzie  uzależniał się od ciągłego podbudowywania go przez innych, czerpiąc swoją samoocenę z opini innych na swój temat. Pomiędzy preferencją a uzależnieniem jest całkiem spora różnica. Kochając siebie, zasilamy nieprzerwanie własną samoocenę, utrzymując jej poziom na właściwym poziomie, siłą rzeczy więc nigdy nie będziemy obrażać się na innych za spadek jej wartości. Nikt nie odbierze nam przecież tego, co jest już w nas.

Dopuszczenie możliwości, że nie mamy racji

Ważnym, żeby obok pozwalania innym na popełnianie błędów, potrafić dopuścić do siebie, że możemy się mylić. Obrażając się na innych, wychodzimy z góry z założenia, iż to ich postawa jest błędna, po naszej zaś stronie stoi stuprocentowa racja. Jest to oczywiście możliwe, pomijając oczywiście naszą niewłaściwą reakcję na zaistniałą sytuację. Często jednak czyjaś postawa, która wywołała w nas negatywne emocje, okazuje się tą właściwą, lub przynajmniej częściowo dobrą. Każdorazowe zakładanie, że jedynie inni potrafią być w błędzie, jest przejawem pychy, a także wbrew pozorom, przejawem braku pokochania siebie. Człowiek, który zna swoją wartość, łatwiej dopuszcza do świadomości swoje omyłki. Osoba niemająca poczucia własnej wartości, będzie tuszowała ów brak fałszywym zapewnianiem się o swojej nieomylności.

Dążenie do doskonałości

 

Jak to mówią, kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Każdy może dążyć oczywiście do swojej własnej, dostępnej mu człowieczej doskonałości. Nikt z nas nie jest Bogiem i pewne słabości będą nam zawsze towarzyszyć. Każdy z nas może jednak osiągnąć etap, który można nazwać dojrzałością emocjonalną, a nie oszukujmy się, obrażanie nie należy do tego obszaru. Warto więc, abyśmy z pewnych rzeczy zwyczajnie wyrośli, bo warto…

53 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *