https://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/swiadectwa-duchownych-przeciwko-arcybiskupowi-glodziowi,981803.html#autoplay

Arcypycha….arcyobłuda, arcywyzysk, arcykłamstwo, arcygłupota, arcychamstwo, arcyzaślepienie…upadek. Był czas, kiedy pradawni ludzie uważali, że wszystkie wiatry wywoływane są skrzydłami ptaków, dlatego też czcili wszelkie skrzydlate stworzenia i się ich bali. Był czas, kiedy modlili się do byków, węży i świń w przekonaniu, że to właśnie w nich i nigdzie indziej przebywają bóstwa. Był czas, gdy Polacy wierzyli, że Stalin jest ich największym odkupicielem, co w wątpliwość poddał pakt „przyjaźni” z narodem polskim- Ribentropp-Mołotow. Wciąż jeszcze żyjemy jednak w czasach, w których większość ludzi przypisuje świętość osobom przez wzgląd na sam fakt noszenia przez nich sutanny, złotych pierścieni i zamieszkiwania w złotych pałacach. Blaskowi owego złota przypisują ludzie domniemany blask złotych dusz hierarchów kościelnych, którzy z całą pewnością całe swoje życie poświęcają na prowadzenie ludzkich istnień ku zbawieniu, a nawet złote plebanie budują tylko po to, by blask ich nie pozwolił ludziom przegapić owego światła, a tym samym zejść na niewłaściwe i mroczne ścieżki. Przychodzi jednak czas, gdy każdy fałszywy mit upada, gdy maski upadają, a światło ukazuje prawdziwy obraz iluzji, chciwość, degenerację, moralną zgniliznę. Jeszcze nie tak dawno za sprawą oskarżeń o pedofilię upadał pomnik pana Henryka Jankowskiego w Gdańsku. Jak dotąd wszelkie twierdzenia podważające świętość hierarchów przedstawiane były przez kościół jako wynik pomówień, zmowę bezbożnych środowisk lewicowych, ateistów, komunistów czy lądowania ufo.  Dziś obserwujemy początek upadku imperium pana Sławoja Leszka Głódzia, upadek zapoczątkowany przez samych księży, którzy nie mogąc znieść dalszego upokarzania przez swych gangsterskich przełożonych, powiedzieli dość. 16 kapłanów archidiecezji gdańskiej złożyło kilka dni temu swój podpis pod oświadczeniem, wyrażając gotowość potwierdzenia przed osobą nuncjusza apostolskiego w Polsce- Abpa Salvatore Pennacchio, prawdziwości oskarżeń dotyczących psychicznego znęcania i wyłudzeń finansowych dokonywanych przez pana Leszka Głodzia. 

Nieograniczona władza potrafi sprawić, że człowiekowi odbija palma. Podobnie jak tytuły nagromadzone przed nazwiskiem. Pan Leszek zdaje się być łowcą owych tytułów i oprócz tytułu arcybiskupa, doktora honoris causa Uniwersytetu Kardynała Stanisława Wyszyńskiego, chwali się tytułem generała dywizji Wojska Polskiego. Poza tym chwali się również nieformalnym tytułem sługi Bożego, jak i naśladowcy nauk Jezusa. Powstaje tutaj jednak pewien problem. Czy wyobraża sobie ktoś Jezusa biegającego z karabinem na ramieniu, promującego zbrojne rozwiązywanie konfliktów? Pan Leszek jednak, jako pośrednik nas, zwykłych zjadaczy chleba do Boga, z Jezusem musi być w bezpośrednim kontakcie i nauki jego interpretuje po swojemu. Panie Leszku, pozwolę sobie jednak na śmiałość, otóż jest pan w błędzie, jako że Jezus nie biegałby z żadnym karabinem. Problem również w tym, że przemoc i agresję, jaka konfliktom zbrojnym towarzyszy pan Leszek przenosi na najbliższe mu otoczenie czyniąc z obszaru, po jakim się porusza poligon i strzelając do ludzi tym, co ma pod ręką- pogardą, ubliżaniem i zastraszaniem. Wojsko Polskie podobno przynajmniej, pomijając zbieżność metod (lub jej brak) z metodami Jezusowymi, służyć ma obronie najsłabszych. Odchodząc przez chwilę od osoby pana Leszka, ktoś szukający usprawiedliwienia dla hierarchów mógłby rzec więc, że nawet jeśli kapłani pokazują się dumnie w towarzystwie karabinów, służą dobrej sprawie, dobremu wojsku, bo polskiemu, obrońcom narodu uciśnionego przez rozbiory i Hitlera. Tutaj niestety o zmieszanie przyprawią ich nazistowskie armaty błogosławione przez Piusa XII, masa zdjęć przedstawiająca biskupów salutujących Hitlerowi, jak i konkordat zawarty między Watykanem i III Rzeszą. Panie Pius, otóż nie, Jezus nie błogosławiłby żadnych armat i nie, Jezus konkordatu by nie podpisał.

Wracając jednak do pana Głódzia, jako sługa Boży oraz generał Wojska Polskiego zadeklarował, że będzie bronił najsłabszych. Póki co jest jednak jedną z głównych postaci którą wymienia się w kontekście tuszowania pedofilii w polskim kościele oraz przenoszenia zboczeńców z parafii na parafię. Pan Leszek dostrzega wyraźnie ową bezbronność, nie jednak w dzieciach a w gwałcicielach w sutannach.

Ksiądz Adam Świeżyński, jeden z podpisanych pod listem do nuncjusza księży, w wywiadzie dla telewizji TVN zastanawia się, dlaczego po latach starań o jakikolwiek odzew ze strony Watykanu w sprawie Leszka Głódzia (gangsterska postawa pana Leszka była zgłaszana przez księży już kilka lat temu do poprzedniego nuncjusza), wciąż nie doczekali się żadnej reakcji ze strony przełożonych. Winy doszukuje się w kwestiach organizacyjnych systemu, łudząc się najwyraźniej, że poprzestawianie paru klocków mogłoby coś wyraźnie zmienić. Księdza Adama postrzegam trochę jako przedstawiciela młodego pokolenia garstki księży, którzy przyjmując kościelne święcenia, pełni są dobrych chęci, zapału i wiary w to, że na kapłańskiej ścieżce napotkają Boga. Wchodząc jednak do gniazda żmij prędzej czy później trzeba zderzyć się z rzeczywistością. Prędzej czy później zostanie się pokąsanym. Panie Adamie, jakkolwiek nie działałby skomplikowany system kościelny, odpowiedź na pańskie pytania jest znacznie mniej skomplikowana: pańscy przełożeni najzwyczajniej mają pana, jak i pana kolegów w czterech literach, podobnie jak i Boga. Wasza inicjatywa wyjścia ze sprawą do opinii publicznej jest jak najbardziej godna pochwały, jako że szacunek do samego siebie i walka o własną godność są ważnym elementem na duchowej ścieżce każdego człowieka. Jest to również krok szczególnie ważny, jako że jak dotąd jakakolwiek oficjalna krytyka władz kościelnych, przez innych urzędników kościoła była nie do pomyślenia, jest to więc krok milowy. Trzeba jednak przyznać, że zazwyczaj szybciej człowiek bije na alarm, kiedy krzywdzą jego a nie innych. Kolejnym tak więc krokiem będzie wskazywanie palcem tych, którzy krzywdzą nie was a tych najsłabszych. Kolejny milowy krok nastanie, gdy któryś z księży wskaże palcem innego kapłana czy to gwałcącego dzieci, czy też wyłudzającego pieniądze od wiążących koniec z końcem wiernych na niekończące się remonty dachu, złotych toalet i nowe mercedesy dla proboszczy. Kolejnym krokiem będzie przyznanie, że na drodze do Boga niczyje zwierzchnictwo nie jest nikomu potrzebne.

W psychologii wyróżnia się zjawisko zwane syndromem sztokholmskim. Idąc za jednym z pierwszych z brzegu znalezionych opisów, syndrom sztokholmski polega na odczuwaniu sympatii i solidarności z osobą, która jest źródłem cierpienia – z porywaczem, czy bliskim stosującym przemoc. Zdarza się dość często, że syndrom sztokholmski osiągną taki stopień, iż ofiara zaczyna współpracować ze swoim prześladowcą, pomagając mu uniknąć kary za jego czyny. Syndrom sztokholmski jest też tym, co najlepiej określa relację, jaka rozwinęła się na przestrzeni wieków pomiędzy społeczeństwem a hierarchami kościoła. Pomimo trwającego przez lata płacenia danin, wciąż większość z nas wszechobecny wyzysk ze strony „bożych pomazańców” stara się usprawiedliwiać. Płacimy daniny, zamiast zachować ciężko zarobione pieniądze na wczasy z rodziną bądź przyjaciółmi. Swoją ciężką pracą bogacimy tych, którzy pracą nigdy się nie skalali. Idąc do sklepu, wybieramy z półki tańszy chleb na rzecz tych, którzy pasą brzuchy w złotych pałacach, tłumacząc to na tysiąc różnych sposobów, łożymy przecież na tych, którzy zapewnić mają nam zbawienie.

Przychodzi jednak czas, gdy każdy fałszywy mit upada, gdy maski upadają, a światło ukazuje prawdziwy obraz iluzji, chciwość, degenerację, moralną zgniliznę. Przychodzi czas, gdy szukający Boga ludzie przestają wierzyć w mit, iż do wyboru mają albo służalczość wobec uzurpatorów, gangsterów udających sługów Bożych, albo zaprzeczenie istnieniu Boga i odwrócenie od Niego. Przychodzi czas, gdy zwracają się do Stwórcy, świadomi, że do rozmowy z nim żadnej mafii nad sobą nie potrzebują. I proszę tylko mnie nie zrozumieć, że namawiam do przelania na kogokolwiek niechęci i poczucia urazy, bo to byłoby kolejną drogą donikąd. Piszę tylko o tym, że za dusze gangsterów należy się modlić, a nie przed nimi klękać. Piszę o tym, by zdjąć gangsterów z tronu, na powrót czyniąc na nim miejsce dla Boga. Tronu tego proszę nie szukać też na kościelnych ołtarzach. Znajdziemy go bliżej, niż nam się wydaje- w naszym sercu.

18 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.