Każdy z nas jest apostołem

Pyszny wznosi się ponad innych. Pokorny wznosi się ponad siebie, ponad swoje słabości i pomaga innym wznieść się ponad ich samych, nie uniża się też przed żadnym człowiekiem, bo jeśli nikt nie jest gorszy, to i nikt nie jest lepszy, bo każdy z nas, choć może nie jest tego świadom, może być apostołem. 

Każdą naszą myślą i czynem zbliżamy innych do Boga lub oddalamy. Nie ma żadnego naszego wyboru, który mógłby pozostać neutralny. Każdy z nas więc, w każdej chwili, ponosi odpowiedzialność za los innych ludzi. Odpowiedzialność ta jest czymś, przed czym nie ma ucieczki, niczym śmierć i podatki. W ciągu doby mija 86 400 sekund. W czasie każdej sekundy naszego życia dokonujemy wyboru, czy chcemy służyć Bogu, czy szatanowi. Każdą naszą myślą jesteśmy albo apostołami, albo sługami ciemności. 

Kim więc jest apostoł? Wielu odpowie, że to uczeń Jezusa, żyjący około 2 tysiące lat temu, znany z Biblii. Inni odpowiedzą, że współczesnymi apostołami są hierarchowie kościoła i że apostoł to osoba, będąca pośrednikiem między ludźmi a Bogiem. Zakwestionowałbym wszystkie te teorie. Nie istnieje, uważam, nic takiego jak pośrednictwo do Boga. Każdy z nas może jedynie naprowadzać drugiego człowieka, tak aby mógł się on do Boga zbliżyć, jednak relacja z Bogiem jest tylko bezpośrednia. Apostoł jest więc kimś, kto naprowadza ludzi na Boga, tak by ci mogli wejść z nim w obustronną relację. Kładę tu nacisk na ,,obustronną”, jako że Bóg szuka do nas dróg cały czas, my jednak przed tym kontaktem uciekamy. Boimy się go tak bardzo, że odpowiedzialność za naszą relację z nim spychamy na innych. Wynajęliśmy ku temu innych- papieży, biskupów, zakonników, zastępy świętych w niebie i to w nich, nie w sobie, chcemy upatrywać apostołów. Tymczasem, nikt nie wyręczy nas z naszego apostolstwa i z naszej próby przed Bogiem. Jeśli ktoś stwierdzi, że przecież nie może zostać apostołem, bo nie dostał przecież święceń kapłańskich, odpowiem, że jedynym święceniem dla Boga jest dobre serce i pragnienie dobra dla innych ludzi. Z tego też względu każdy z nas, jak i każdy z księży może być w stanie uświęconym, ale nie każdy z nas i nie każdy z księży w nim jest i mi pewnie też daleko, chociaż tak jak mogę, staram się dokładać swoją cegiełkę dla wspólnego dobra. 

Jak rozpoznać czy w danej chwili jestem apostołem? Po tym, co czuję. Za każdym razem, kiedy kieruje mną miłość, zrozumienie dla drugiego człowieka, współczucie, radość z pomagania, jestem apostołem. Jeśli w danej chwili odczuwam gniew, niechęć, zazdrość, pychę, jest to dla mnie znak, że zbaczam z drogi. Często słyszy się słowa typu: kocham go (ją), ale skrzywdził mnie i jestem zły. Ponoć nie można służyć dwóm panom jednocześnie i ja się z tym zgadzam. Jeśli jestem w danej chwilo zły, nie mogę jednocześnie kochać, nie mogę być apostołem. Zawsze mogę jednak zmienić swój wybór i to jest najpiękniejsze to, że dokonujemy tych wyborów tysiące każdego dnia. Taką wolność i odpowiedzialność Bóg mógł nam dać, tylko wiedząc, że mamy siłę, by je udźwignąć.  

Nieśmy nasze dary od Boga, wznosząc się ponad siebie, do nieba tam, gdzie nikt nie wznosi się ponad drugiego człowieka, a jeśli na chwilę zbłądzimy, pamiętajmy, że już za sekundę możemy wrócić na właściwe ścieżki, na których jesteśmy drogowskazem dla innych. 

 
0 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.