Co dalej z kościołem?

Spytał mnie ktoś niedawno czy jako osoba wierząca w Boga nie boję się upadku kościoła. Coraz głośniej pobrzmiewające w mediach skandale dotyczące pedofilii i tuszowania ich przez kościół zdają się prowadzić do tego właśnie punktu, a nawet jeśli nie całkowitego upadku kościoła to przynajmniej znacznej jego marginalizacji. Czy są więc powody do obaw dla osoby wierzącej w Boga oraz co właściwie rozumiemy przez pojęcie kościół?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, spróbuję ustalić najpierw jakie są cechy charakteryzujące dobrego pasterza. Otóż jest to osoba, której najważniejszym zadaniem powinno być naprowadzenie człowieka na Boga, na odnalezienie własnej, bezpośredniej relacji z Nim, tak aby człowiek potrafił odczuć Jego obecność w codziennym życiu, oraz poprzez własną czystość duchową umożliwiał owej obecności na przeniknięcie również w życie wszystkich, którzy się z nim stykają. Człowiek, odczuwający w sobie wolę Boga i bliską z nim relację chce, aby inni doświadczyli tego samego, tak aby w pewnym momencie ich własny kontakt z Bogiem był na tyle silny, że on- ziemski pośrednik, nie byłby im do budowania tej relacji dłużej potrzebny. Dobry pasterz nie szuka panowania nad drugiem człowiekiem, nakierowuje go na dobro i pokazuje jak godnie żyć, wzmacnia więź między ludźmi a Bogiem, samemu potrafiąc usunąć się na bok, kiedy trzeba, nie on- pasterz jest bowiem najważniejszy, a ich relacja z Bogiem. Przede wszystkim jednak jest on przyjacielem, który nigdy nie stawia się ponad innych, gdyż wie, że Bóg stworzył ludzi równymi sobie.

Skąd więc wzięła się w kościele hierarchia, która zaznacza się nie tylko pomiędzy kościelnymi urzędnikami a resztą wyznawców, ale również wewnątrz kościelnych struktur, gdzie jeden podległy jest drugiemu? Struktury, jakie zostały utworzone, charakteryzujące się całkowitym posłuszeństwem jednych wobec drugich, stanowią zupełne zaprzeczenie równości wobec Boga. Tutaj braterstwo zostało zastąpione władzą i poddaniem. System tak skonstruowany, zamiast rozwijać wzajemną jedność i współpracę, rozwijać może jedynie pychę tych będących na górze, oraz uniżenie i bierność  tych będących na dole struktury. Z czasem Bogiem staje się nie Stwórca, a hierarchowie, którym cała reszta jest podległa. Postrzeganie pewnej grupy naszych braci nie jako podobnych nam i tak samo błądzących ludzi, lecz jak rasę wyższą, mającą więcej praw wobec Boga,  prowadzić może tylko do katastrofy, której świadkami jesteśmy dzisiaj, gdzie Jan Kowalski za przestępstwo pedofilii idzie do więzienia, ksiądz natomiast zmienia kolejne parafie, gdzie wykorzystywać może kolejne dzieci. Dobry pasterz służy tylko Bogu i w jego też imieniu nie pozwala krzywdzić innych, wskazując palcem tego, kto dla innych może być zagrożeniem. Ilu księży doniosło na policję z podejrzeniem popełnienia gwałtu wobec dzieci, przez innego księdza? Nie sądzi chyba nikt, że będący w szeregach kościoła pedofile są tak przebiegli, że nikt o niczym nie słyszy, nikt o niczym nie wie. Ja o takich przypadkach zawiadomień na policję przez księży nie słyszałem. Słyszałem za to o zawiadomieniu o plakatach Maryi w barwach tęczy, rozwieszonych wokół kościoła, ponoć obrazoburczych do tego stopnia, że rozwieszające je kobieta, została skuta kajdankami. Jako wierzącej w Boga osobie pozostaje mi złapać się za głowę w geście niedowierzania. Nieżyjący już ksiądz Kaczkowski, którego akurat bardzo cenię, pisał w swojej książce, że gdyby opowiedział o tym, co faktycznie dzieje się w kościele, ludzie uznaliby go za niespełna rozumu z powodu glejaka, na którego chorował i na którego też niestety umarł. Patrząc na to, co się dzieje, nie śmiem nie wierzyć w jego słowa. Czy znajdą się wśród przedstawicieli kościoła lojalni Bogu (nie zaś ziemskim zwierzchnikom), prawi ludzie potrafiący złożyć zawiadomienie na policję, kiedy podejrzewać będą, że inny znajomy ksiądz gwałci dzieci? Dobry pasterz daje sobą przykład.

Od zawsze słyszałem, że nie chodząc na msze i nie biorąc udziału w obrzędach, nie mogę uważać się za osobę wierzącą. Może to i racja. W sumie to nie wierzę, że Bóg istnieje, a wiem, że istnieje. Zarazem nie odmawiając innym uczestniczącym w życiu kościelnym prawa do nazywania się wierzącym, czułem, że owo prawo jest mi odmawiane. Teza taka forsowana jest przez kościół na każdym kroku, gdzie jedynie korzystanie z jego usług pozwolić ma na dojście do Boga. Człowiek preferujący bezpośrednią relację z Ojcem, przy odrzuceniu konieczności pośredników, traktowany jest, jeśli nie jak grzesznik, to przynajmniej jak dziwoląg.

– Boże czy mogę zwracać się do ciebie bezpośrednio, czy też potrzebuję pośredników?

– Możesz synu, dobry pasterz nakierowuje, lecz nie uzależnia.

U wielu ludzi szukających Boga dziejący się na naszych oczach upadek kościoła może budzić niepokój, jako że spadek znaczenia kościoła w życiu publicznym jest jednoznaczny ze spadkiem znaczenia Boga. Powiązali oni ze sobą te dwa pojęcia tak bardzo, że całkowity upadek kościoła byłby dla nich niczym zanik Boga, związanego z nim oparcia i wszelkich fundamentów stanowiących dla nich dotąd rozumienie świata. Należy uświadomić sobie, że kościół jako instytucja, jest jedynie strukturą, jaka miała w naszym przekonaniu nakierowywać ludzi na Boga. Upadek jej oznaczałby jedynie, że forma, jaką przyjęła okazała się wadliwa, Bóg natomiast pozostanie Bogiem i oparciem dla nas bez względu na poprawność funkcjonowania ustanowionych przez ludzi struktur, bądź jej brak i pozostanie nim, nawet jeśli znikną wszelkie ludzkie struktury. W związku z będącą dzisiaj tematem numer jeden pedofilią w kościele zjawiskiem, które budzi największy niepokój, jest jednak nie sama pedofilia (ta pojawić się może w każdym środowisku i występuje również gdzie indziej), lecz ukrywanie gwałcicieli dzieci poprzez przenoszenie ich do kolejnych parafii, gdzie mają możliwość wyrządzania dalszych krzywd. Pokazuje to, iż działająca dzisiaj w takiej, a nie innej postaci struktura kościoła ma charakter, któremu od duszpasterstwa, bliżej jest do struktury mafijnej, jako że ukrywanie przestępców działających wewnątrz jednej organizacji, jest właśnie cechą mafii. Upadek tak działającej struktury nie należy więc w żadnym razie wiązać z upadkiem Boga.

 

Reasumując jednak, czy sądzę, że kościół upadnie? Uważam, że tak, w każdym razie w takiej postaci, w jakiej funkcjonuje na tę chwilę. Aby tendencja, jaką obserwujemy, się odwróciła, musiałby dokonać fundamentalnego przeobrażenia, choć chowanie przestępców po kolejnych parafiach pokazuje, że niespecjalnie do tego dąży. Pojawiają się wprawdzie pewne nieśmiałe deklaracje zmian w pewnych kwestiach, odbywają się one jednak za sprawą nacisków opinii społecznej. Jak więc widać na chwilę obecną, to społeczeństwo jest raczej pasterzem dla hierarchów kościelnych prowadzącym ich ku zmianom na lepsze, a nie odwrotnie. Jaki jest więc powód, by na siłę z owiec robić pasterza, z pasterza zaś owcę? Uważam jednak lub też raczej mam nadzieję, że przetrwa kościół rozumiany jako wspólnota ludzi dążących ku dobru i Bogu, łączących się we wspólnej modlitwie i braterstwie, a także równości. Należy zrozumieć, że droga do Boga nie prowadzi poprzez pnące się do góry schody złotych świątyń, ani też kolejne stopnie wewnątrz-społecznej hierarchii. Tak jak i w Biblii wieża Babel nie zaprowadziła ludzi do Boga, tak i nie zaprowadzi tym razem. Jedyną drogą prowadzącą do Boga, jest ta wiodąca przez ludzkie serca, a to ich upadek jest jedyną rzeczą, jakiej powinniśmy się bać.

208 Udostępnień

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *