Bóg jest wśród ludzi

Idąc do Boga, nie można spoglądać zbyt wysoko. Można wówczas przegapić to, co najważniejsze na tej drodze- ludzi i relacje z nimi. Nie ma innej drogi wznoszenia się do nieba jak ta poprzez ludzi. 

Zdarza się, że rozgraniczamy w życiu sprawy ludzkie od boskich, tymczasem jest to nierozerwalna jedność. Zamiast zaprosić Boga do swoich codziennych spraw, wciągamy się w wir życia, po czym narzekamy, że nie ma kiedy poświęcić czasu na Boga i modlitwę. Zapominamy, że jest On w każdym zdarzeniu i w każdym człowieku, z którym się spotykamy, uwzniośla nas poprzez przyjaźń z drugim człowiekiem, miłość, namiętność, niech każdy wybierze co woli, byle była to relacja, która sprawia, że mamy rano powód, żeby zacząć dzień. Jeśli taka relacja z kimś nas łączy pielęgnujmy ją, bo to nasza furtka do Boga. Nie dajmy się złapać w pułapkę samotności i nie zamykajmy się na ludzi.  

Zdarza się spotkać ludzi, którzy poszukują Boga. Poszukują go tak bardzo i patrzą tak wysoko, starając się go dostrzec, że widzą tylko pustą przestrzeń, do której poza ich wzrokiem nic nie sięga. Bóg nie powinien stać się ucieczką przed relacją z ludźmi, a powrotem do niej z nowym, głębszym wglądem. Nasza relacja z Nim może dać nam spełnienie w codziennych, na pozór błahych sprawach, przepełnić mistyką to na co wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Zwykła rozmowa z sąsiadem może nabrać zupełnie nowych barw, jeśli włączymy do niej to, co niewidzialne. 

Przykłady patologii w kościele to przykłady księży, którzy myśleli, że można znaleźć Boga z pominięciem ludzi. Szymon słupnik zbudował swoją wieżę Babel. Postanowił opowiedzieć Bogu, że nie zdążył zrobić niczego dobrego, gdyż całe życie był zbyt zajęty siedzeniem na słupie. Buddyjscy mnisi, zamiast uczyć się miłości do ludzi, spędzają życie, ucząc się siedzenia w lotosie w poszukiwaniu absolutu. Wewnętrzna kontemplacja jest narzędziem, które ma umożliwiać powrót do społeczeństwa i pełniejsze odnalezienie się w nim, nie zaś wieczną ucieczkę od niego. Wszelka kreatywność jest po to, by wcielać ją w życie. Podobnie jest z natchnieniem Bożym. Jeśli nie wcielamy go w życie, znaczy to, że nie mamy nic do zaoferowania. 

W naturze woda i powietrze potrzebują przepływu. Rośliny i zwierzęta rosną przez wymianę materii. Człowiek przyjmuje i wydala. Zawsze tak było i nie zanosi się, żeby coś miało się w tej materii zmienić. Podobnie jest z myślą i natchnieniem bożym, muszą płynąć, by się nie zmarnowały. Dlatego nie jestem fanem wszelkich izolowanych od społeczeństwa grup, zakonów zamkniętych i myśli, która nie ma prawa to weryfikacji i przekształceń. Boże natchnienie zrzucone na ziemię potrzebuje przepływu między ludźmi, potrzebuje wolności, by mogło na powrót, poprzez ludzi wznieść się do nieba, pełniejsze o ludzkie doświadczenie.

2 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.