Bóg i pieniądze

Nie jest mądrym ten, kto chce być obrzydliwie bogaty. Nie jest też mądry ten, kto woli być biedny. Mądry ten, kto chce mieć tyle, ile wystarcza!  

Pieniądz zgubił niejednych. Na przestrzeni wieków ludzie zabijali, by go zdobyć, porzucali rodziny, kradli, upadlali innych, czy też paradoksalnie bankrutowali, grając w kasynach, popadając w uzależnienie. Inni w tym samym czasie obwoływali pieniądze (czy też inne formy bogactwa) dziełem szatana i nawoływali do ubóstwa. Tymczasem jedni i drudzy niepotrzebnie popadli w manię z nim związaną.   

Zarówno posiadanie pieniądza, jak i jego brak potrafi negatywnie odbić się na człowieczeństwie. Pierwsze wzmaga pychę, drugie zazdrość. Jednak nie każdy bogaty patrzy na innych z góry i nie każdy biedny zazdrości tym którzy mają więcej, podobnie jak ze wszystkim innym- człowiek człowiekowi nierówny. Zdarzają się ludzie, którzy będąc uprzednio bogatymi i patrzącymi na innych z góry, po straceniu majątku stają się bardziej ludzcy i współczujący. Strata pieniędzy często bywa zbawienna dla czyjegoś ducha. A czy stanie się bogatszym potrafi dokonać tego samego? Niewątpliwie tak!  

Być może pieniądze szczęścia nie dają, jednak z pewnością potrafią być składową, która podniesie w nas poziom radości. Jeśli chodzi o mnie, nigdy nie miałem wygórowanych potrzeb finansowych. Nie potrzebowałem ani statku, ani willi z basenem. Jednak, jeśli miałbym mieć do wyboru mieć więcej, czy mieć mniej, wybrałbym to pierwsze, a który z nas nie? Mimo że nie potrzebuję fabryki złota, chcę mieć możliwość pójścia do kina raz w tygodniu, obejrzenia filmu w 4k, czy wakacji raz do roku. Mam też inne drobne finansowe zachcianki, które lubię spełniać, zachcianki, które są zwyczajnym korzystaniem z życia i niezarezerwowane dla bogaczy. Pieniądz, z pewnością potrafi sprawić małe radości, a radość jest do życia potrzebna po to, by nie zgorzknieć.   

Niewątpliwą przewagą posiadania pieniądza jest to, że można go wykorzystać, czego osoba bez funduszy zwyczajnie nie może, dlatego też posiadanie pieniędzy samo w sobie jest bliższe Bogu niż ich brak. Inną z kolei kwestią jest to, jak posiadane złotówki wykorzystamy. Prawdopodobnie, częstszą praktyką jest budowanie majątku na drodze egoizmu i wykorzystywania innych, oraz wydawanie pieniędzy jedynie na własne, egoistyczne zachcianki. W takich przypadkach prawdziwe będzie stwierdzenie, iż łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. Pieniądz jednak podobnie jak nóż, to tylko narzędzie i od nas zależy, czy ukroimy kromkę chleba, czy też potniemy innych wokół. Dysponując nadwyżką pieniędzy, możemy zrobić dużo dobrego, począwszy od sprawienia drobnego upominku, ku czyjejś radości, po budowanie zakładów pracy, takich, w których ludzie będą godziwie traktowani i nagradzani. Tacy ludzie z pewnością swoimi finansami i intencją pomogą sobie i innym w zbawieniu i z całą pewnością nie bałbym się, czy pieniądze same w sobie mogą zmniejszyć szanse na królestwo Boże. Trzeba jedynie pamiętać, aby zarabiać uczciwie i pamiętać, że nie finanse są najważniejsze, a ludzie i aby swoim zarobkiem i jego wydawaniem w nikogo nie godzić.  

Pieniądz, choć jest siłą, która potrafi przewrócić losy historii świata, nie powinien być siłą, która mogłaby wywrócić nasze życie do góry nogami (w negatywnym sensie). Nie bójmy się, jeśli ma na nas spaść finansowy kryzys. Dopóki mamy co włożyć do garnka, dopóki dzieci mają co jeść, nie dawajmy pieniądzom mocy zdolnej zburzyć naszą harmonię. Nie bójmy się też tym bardziej, jeśli nadwyżka złotówek ma wpaść nam do portfela. O ile zarobione uczciwie, o ile pycha nie wypełnia serca, o ile mamy poukładane priorytety i wiemy, że są rzeczy ważniejsze niż majątek, nie znajdzie się taka ilość pieniędzy, potrafiąca wypchać portfel na tyle, byśmy nie zmieścili się z nim do nieba. 

 
1 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.