Asertywność- dobro czy egoizm?

Jednym z największych sukcesów zła jest to, iż wmówiło dobru, że nie ma prawa do obrony. Związało mu ręce, wmawiając, że służą jedynie do składania ich w błaganiu o litość, zamknęło usta, wmawiając, że są bezużyteczne. Dobro słuchać ma jedynie innych. Słuch nam jednak  również przytępiono, bo odcięto od głosu Boga, pozostawiając nasze uszy na pastwę słów w ustach wilków, które zaczęły jawić nam się niczym pasterze. Wzrok nam odebrano, usuwając sprzed duchowych oczu Boga, stawiając przed nimi figurki, które stały się bogiem. Odebrano nam skrzydła, wmawiając, iż szybowanie to przejaw pychy. Usadzono nas pokornie w ławach, ci zaś którzy posiedli nasze skrzydła, wywyższyli się ponad resztę, przypisując sobie prawo do latania. Staliśmy się biernymi kalekami. Zapomnieliśmy jednak, że ten, który na zło przyzwala, przyczynia się do siania zła.

Świat dał nam do wyboru dwie opcje: pokorne spuszczanie głowy będąc krzywdzonym, bądź odpowiedź złem na zło, agresją na agresję. W pierwszym przypadku jesteśmy pożywką dla zła, które dzięki nam ma czym się sycić. W drugim przypadku sami stajemy się złem, zasilając już w pełni jego wpływ na ten świat. Jest jednak trzecia możliwość zręcznie pomijana przez tych, którym nie służy, żywiących się naszym kosztem.

Asertywność w ujęciu duchowym jest umiejętnością obrony, z jednoczesnym niepopadaniem w negatywne stany emocjonalne, wolną w swojej intencji od chęci odwetu, nienawiści, poczucia urazy, jest działaniem tak dopasowanym do sytuacji, aby jednocześnie ujść z niej bez szwanku, jednocześnie nie krzywdząc drugiego człowieka. Powstaje jednak pytanie, czym też  jest ów niekrzywdzenie. Posłużę się tu przykładem ludzi żebrzących na dworcach, na których większość z nas nieraz się natknęła. Z pewnością są wśród nich osoby, które nagła życiowa katastrofa zepchnęła na egzystencjalne dno, z którego na daną chwilę nie potrafią się dźwignąć. Osoby takie będą miały pewne granice uczciwości, które będą nakazywać przyjąć od innych tylko tyle ile jest konieczne i jak najszybciej uchwycić w garść własną niezależność i uczciwy zarobek. Większość żebrzących jednak to osoby wykorzystujące naszą naiwność, niedążące własnym wysiłkiem oraz uczciwością do jakichkolwiek zmian na lepsze. Wspomożenie banknotem takiej osoby przyniesie więcej krzywdy niż pożytku. Otrzymane pieniądze zostaną z dużym prawdopodobieństwem przeznaczone na alkohol, „poratowana” zaś osoba zostanie zachęcona do wykorzystania kolejnego człowieka, z czego część odpowiedzialności za to spadnie na nas. Co jest więc pomocą a co krzywdzeniem? Pomocą jest wszystko, co naprowadza na światło drugiego człowieka, krzywdzeniem jest zaś to, co z drogi do niego odciąga, tak więc robiąc coś dla drugiego człowieka, zawsze należy zachować mądrość i uważać, by nie pomylić jej z naiwnością.

Naiwność to cecha, którą często wykazują osoby podlegające przemocy w jakiejkolwiek formie, czy to w domu, czy też miejscu pracy. Osoby takie licząc, że przyjmując z „pokorą” kolejne ciosy, wywołają w końcu w swoim oprawcy współczucie i zasłużą ostatecznie na godne traktowanie. Niestety ich oprawcy, widząc postawę uległości, zachęceni jeszcze bardziej, widząc, że mogą poczynać sobie do woli, rozkręcają się jeszcze bardziej, wzbudzając znów w zastraszonej ofierze jeszcze większą postawę uległości. Błędne koło się nakręca. Często słyszy się o przemocy w związkach, w których ofiary potrafią tkwić latami z dwóch głównych przyczyn: pierwsza to właśnie naiwność, podpowiadająca, że swoją uległością wyproszą z czasem lepsze jutro, druga to program podpowiadający, że nie mają one prawa opuścić swojego oprawcy, który działa szczególnie silnie po podpisaniu aktu małżeństwa, lub też raczej cyrografu małżeństwa. Osoby będące ofiarą przemocy w związkach (małżeństwach) mają nie tylko prawo odejść od swojego oprawcy, ale i duchową powinność zawalczenia o swoją wolność i godność. Odejście od oprawcy nie jest natomiast konieczne w przypadkach, kiedy swoją mądrością jest ktoś w stanie zmienić swojego partnera na lepsze i wywalczyć swoje prawo do godności wewnątrz owej relacji. Jak to przyjęło się mówić: co Bóg złączył, tego człowiek nie rozłączy, należy znosić więc pokornie to, co los przyniesie. Zapomina się jednak, że człowiek nieszanujący osoby, z którą dzieli życie, sam już rozłączył wszelkie dotychczasowe, święte więzy. Pokora nie jest służalstwem, a rozumieniem, że jeden człowiek nie jest ani bliższy, ani dalszy Bogu niż inni i tak samo, jak nie należy wywyższać się ponad innych, tak samo nie należy się w stosunku do nich poniżać. Jeśli ktokolwiek stara się wywyższyć ponad nas, należy uzmysłowić mu, że jest nam równy, a nakierujemy go w ten sposób na drogę ku światłu. Każdy człowiek został stworzony przez Boga wolnym i równym innym. Wolność i równość są dwiema świętościami idącymi krok w krok razem, co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela.

Pamiętać jednak również należy o tym, aby asertywność była asertywnością, nie zamieniła się zaś w oddawanie złem za zło. Bardzo łatwo odczuwając niechęć do kogoś, oszukać się i tłumaczyć swoje postępowanie asertywnością i działaniem dla dobra sytuacji. Latarnią, która w wystawiających nas na próbę sytuacjach, będzie podpowiadać nam czy też nie zbaczamy z drogi, są nasze emocje. Człowiek uczciwy sam ze sobą, bardzo łatwo będzie umieć ocenić, czy odczuwa w sobie pokój, czy też targa nim złość i niechęć do drugiej osoby. Jeśli stwierdzimy w sobie to drugie, możemy wiedzieć, że nasza postawa z asertywnością ma niewiele wspólnego, gdyż ta w intencji ma zawsze wyprostowanie sytuacji tak, by obie strony wyniosły z niej możliwie najwięcej dobrego. Czy jeśli zostaniemy zaatakowani przez lwa będziemy go przez to nienawidzić? Byłoby to absolutnie nielogiczne. Lew kieruje się instynktem, jak i brakiem rozumienia, podobnie ludzie, którzy nas krzywdzą. Broniąc się przed nim, zaryglujemy drzwi do domu, jednak nie będziemy nienawidzić go za to, że daje się ponieść instynktom. Bądźmy mądrzejśi od lwa, jeśli i my nie chcemy się nim stać. Pomagajmy mu, jednak czasem na odległość.

 

Być może nie jest to regułą, jednak przez tysiąclecia świat rządzony jest w większości przez ludzi, jeśli nie złych, to o wątpliwej moralności. Zarówno na poziomie globalnym, krajowym, jak i również na poziomie codziennego życia, w pracy, w urzędach, dobry człowiek jest tym, który został nauczony zwieszać głowę i przyjmować to, do czego go zmuszają. Został nauczony, że wszelkie przejawy sprzeciwu to zło z jego strony, pojawiła się gloryfikacja posłuszności. Ludzie szukający Boga uwierzyli, że to, co wycierpią tutaj, zostanie wynagrodzone im po śmierci. Żadna bierność wobec zła, jako że przyczynia się do jego rozsiewu, wynagrodzona nigdy nie będzie. Asertywność jest narzędziem, które wprowadza zmiany na lepsze, a to one będą wynagradzane. Pierwszym krokiem mogącym powstrzymać zło jest słowo „nie”- „nie” dla bycia wykorzystywanym, „nie”, kiedy widzimy, że krzywdzony jest ktoś inny, „nie”, kiedy każą zrobić nam coś moralnie niewłaściwego czy to w domu, w pracy, czy na ulicy. „Nie” pozbawione odpłacania złem za zło, wrogości wobec tych, którym się sprzeciwiamy, potrafi nie tylko zatrzymać zło, ale i nauczyć wiele dobrego tych, którzy zło chcą w nas rozbudzić. To ono jest w stanie przypomnieć nam o rękach, którymi możemy zarówno bronić się, jak i budować lepsze nowe, przywrócić nam mowę byśmy słowami rozsiewali to, co Boże, słuch, który wśród diabelskiego zgiełku, zdolny jest wyłapać podszept Boga, rozum umiejący  odróżnić mądrość od głupoty i skrzydła przypominające, że dobro może latać, bo szczęście jego jest przeznaczeniem.

78 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.