Arbeit macht frei!

Poniedziałek, budzik piąta rano! Szybciej, więcej, szybciej więcej! To ta pora, podczas której przekraczasz tę magiczną granicę. Jeszcze wczoraj byłeś kumplem od piwa, koleżanką od zakupów w galerii, bratem, siostrą, być może przyjacielem. Jest to jednak budzik, który zmienia wszystko, na pięć dni. Na ten czas przestajesz być Tomkiem, Krzysiem, Kasią. Jesteś przecież kierownikiem. Jeśli proces zrobocenia nie do końca się wypełnił, już za pięć dni znów będziesz człowiekiem. Tymczasem jednak szybciej, więcej, szybciej, więcej! Zakładasz marynarkę, przygotowując się do nowej roli, w biegu, którego cel jest prosty- wycisnąć jak najwięcej z tych, którzy niżej są w twym mniemaniu w hierarchii ludzi, cofnij: robotów. Prawdopodobnie należysz jednak do tej ludzkiej klasy kierowniczej, o człowieczej twarzy i o sercu. Być może jednak…być może jednak i ciebie wyposażył los w mechanizm przekładni i zębatek, ze stoperem w miejscu serca, co czas odliczając, krzyczy ci do ucha szybciej, więcej. Widzisz tych, produkty z kodem kreskowym na czole, ludzi, cofnij: cytryny- żółte, soczyste i wydajne, idealne, by wycisnąć z nich jak najwięcej, byle zasiać strach, byle pokazać władzę. Istota ludzka posiada wyjątkową zdolność adaptacji do otoczenia, kopiując w pewnym stopniu cechy środowiska, w którym żyje. Obecność komputerów, drukarek, maszyn biurowych, maszyn produkcyjnych, maszyn budowlanych sprawia, że i nasz obieg krwi stopniowo zaczynają wypełniać druty, zero-jedynkowy program szybciej-więcej wbudowany w procesor na wysokości uprzedniego mózgu tłoczy pod ciśnieniem parę, ciśnieniem, które to apogeum swe osiąga u wylotu czterech liter, nadrukowanych z tyłu dla uwydatnienia, czym stała się ludzka dusza, która zapomniała o tym, kim jest. Wprawdzie zawory zaciśnięte szczelnie, starają się powstrzymać ujście gazów wypełnionych złością i zgorzknieniem, jednak mają to do siebie, iż prędzej czy później popuszczają, uderzając w pierwszego nieszczęśnika, który się napatoczy, a wówczas każdy pretekst będzie dobry, aby zmieszać z błotem spóźniającego się o sekundę z pracą Kowalskiego. Tyle rzeczy usprawiedliwia w końcu, że dostrzegasz w nich cytryny. Wycieczka do Dubaju to koszty- szybciej, więcej, szybciej więcej. Nowe auto, nowe mieszkanie, nowe kino domowe. Biżuteria dla żony i smartfony dla dzieci to kolejne koszty. Podejrzewasz, że dla Boga potrzeby twoje i twojej rodziny są ważniejsze, niż potrzeba Kowalskiego, cofnij: cytryny, do bycia traktowanym z godnością. Wszędzie czytasz przecież o narodach wybranych, religiach wybranych, jednostkach wybranych. Wierzysz, że zawsze jest ten wybrany, ważniejszy od innych. Równość ludzi wobec Boga to mit. Szybciej, więcej, szybciej, więcej! Życie bywa jednak tak bardzo ironiczne. Gdzieś tam głęboko czujesz, że to właśnie cytryna, choć gorsza od ciebie, jest właśnie tym, co ma dać ci wyzwolenie. Napięcie, które wciąż w sobie czujesz, ile dałbyś, gdyby mogło zniknąć. Tak bardzo boisz się wakacji bez Dubaju, życia w mieszkaniu mniejszym o 10 metrów kwadratowych, życia bez uznania w oczach ludzi, kiedy mijasz ich w garniturze droższym o tysiąc złotych. Cytryna jest tym, co wszystkie te produkty może ci dostarczyć. Gdybyś tylko stał się odważnym, znikłaby potrzeba walki o każdą złotówkę, potrzeba udowadniania czegoś innym, potrzeba wyciskania cytryn, tymczasem jednak im większy strach, tym większa agresja, tym większe zrobocenie. Prawdopodobnie jednak należysz do tych, którzy poczuli już własną wartość i nie muszą zabiegać kurczowo o uznanie w oczach innych. Prawdopodobnie jesteś jednym z tych, którzy poza byciem klasą kierowniczą, są klasą samą w sobie, zwiastunem nowego, człowiekiem rozumiejącym, że budowanie pozytywnych relacji w miejscu pracy jest niemniej ważne niż zarobek, człowiekiem, dla którego ludzie pracują z przyjemnością, dlatego, że go cenią, nie dlatego, że się go boją. Jesteś?

Poniedziałek, budzik piąta rano! Szybciej, więcej, szybciej, więcej! Już od niedzieli popołudnia doskwiera ci gorszy nastrój, myśli zaczynają skupiać się wokół pracy. Wiesz, że czeka tam na ciebie on- twój pan i władca, pan kierownik, jak i wszystkie przymioty, którymi się otacza- wrogość, presja, zastraszanie. Byle jakoś przetrwać te 8-10 godzin, byle jakoś przetrwać te pięć dni, byle przetrwać następny tydzień i następny, od wypłaty do wypłaty. Pozwalasz się poniżać. Wszystkie twoje ruchy napędzane są strachem przed utratą pracy, musisz przecież opłacić czynsz, zatankować samochód, nakarmić dzieci, musi wystarczyć od dziesiątego do dziesiątego. Czujesz, że jesteś na jego łasce. Gdzie indziej mogłoby być jeszcze gorzej, jeśli w ogóle znalazłbyś pracę. Szybciej, więcej, szybciej, więcej, byle zadowolić swojego pana! Być może i ty należysz do gnębionej w zakładzie pracy kasty niewolników, marnujących 90 procent swojego życia na odczuwaniu strachu? Stop!

Poniedziałek, budzik piąta rano! Wiesz, że czeka na ciebie on, twój kierownik i gnębiciel, czujesz jednak w sobie opanowanie. Właściwie, czujesz się komfortowo. Wiesz, że jest z tobą Bóg. Czego boi się człowiek, który czuje przy sobie Boga? Innych ludzi, utraty pieniędzy, zmian? Nie żartujmy! Wiesz, że kiedy Jemu ufasz, może On przez ciebie działać. Ludzie potrafią zmieniać się na lepsze. Pieniądze też przyjdą, jeśli nie w tej pracy to w innej. O ile jesteś dobrym człowiekiem, Bóg nie oczekuje, abyś był biedakiem. Mit ten rozpowszechniają ci, którzy pasą brzuchy i bogacą się kosztem innych. Czy jeśli kochasz swoje dzieci, chcesz aby nie miały na chleb? Jedyną istotą, która może oczekiwać od ciebie biedy, jest ten, który chce ci twój chleb odebrać. Jedziesz więc do pracy i strach jest ci obcy. Od jakiegoś czasu starałaś się oszczędzić dodatkowy grosz na czas początkowych turbulencji, na czas szukania nowej pracy. Wiesz, że albo zaczną traktować cię jako człowieka, albo znajdziesz komfortowe warunki gdzie indziej. Jeśli pracujesz uczciwie, zasługujesz na to. Jednym z głównych objawów bycia zastraszonym jest wiara w to, że albo nie znajdzie się innej pracy w ogóle, bądź też będzie w niej jeszcze gorzej. Nic takiego nie zmąca twojego umysłu. W każdej chwili jesteś gotowa, aby podziękować swojemu szefostwu i rozwiązać współpracę, cofnij: rozwiązać bycie poniżanym. Kochanie siebie jest jednym z elementów duchowości. Szanując innych, oczekujesz również szacunku do siebie. Nie odpowiadasz jednak wrogością na wrogość. Nie chcesz, by zamiana duszy w robota przytrafiła się również tobie. Czujesz, że wyzwolenie zbliża się z każdym krokiem, szybciej i szybciej, więcej przyjaznych ludzi w miejscu pracy, więcej spokoju, więcej radości, więcej tego, co po sercu dobre, być może i więcej pieniędzy, szybciej, więcej, szybciej, więcej!

 

Zło drzemiące w ludziach na przestrzeni wieków pobudowało sobie fortece, a wewnątrz nich prawo ów zło usprawiedliwiające. Do wybielania swej wrogości wobec innych ludzi, człowiek potrafi zaprzęgnąć nawet Boga, czyniąc z jego idei kolejną fortecę usprawiedliwiającą czynienie zła, czego przykładem są czy to niegdyś wyprawy krzyżackie, czy też dzisiejsza święta wojna w imieniu Allaha. W naszej kulturze jednak obecnie jedną z głównych fortec uprawomocniającej ludzkie zło są zakłady pracy, gdzie presja jak największego zarobku usprawiedliwia agresję wobec innych pracowników. Pamiętajmy jednak, że niezależnie jak bardzo uwierzymy, iż postępowanie takie ma jakąkolwiek rację bytu i uzasadnienie, nie zmieni to nigdy faktu, że w oczach Boga zło pozostanie złem, obojętnie jak dobrze zostanie zakamuflowane i przyodziane w szaty czy to religijności, czy też nowoczesnej cywilizacji. Ani też wojskowi jadący na misje „pokojowe” do Afganistanu, szukający zarobku poprzez krew na rękach, nazywani przez państwo bohaterami, żadnymi bohaterami w oczach Boga nie są a mordercami. I nie zmieni tego również fakt obecności na owych misjach kapelana wojskowego, który zamiast być człowiekiem pokoju i pełnym sprzeciwu wobec wojen, jedzie wraz z mordercami, sankcjonując mord i go rozgrzeszając. Na polach bitwy bliskiego wschodu widzimy, jak giną ciała, jednak nie trzeba jechać w miejsca konfliktów zbrojnych, aby znaleźć miejsca, gdzie wykańcza się ludzkie dusze. Duchowy kanibalizm rozgrywa się w zakładach pracy, w domach, urzędach, na ulicy. Jeśli więc podejrzewasz, że proces zrobocenia dotknąć mógł również ciebie, przewartościuj, czy chwilowe dobra i przewaga nad drugim człowiekiem są ważniejsze niż twój los po śmierci. Ciągle możesz zawalczyć o swoje człowieczeństwo. Jeśli jesteś tym, który stara się swoje życie przeżyć godnie, jednak padłeś ofiarą duchowych kanibali i strach zabiera ci radość życia, pamiętaj, że musisz o swoje wyzwolenie zawalczyć, a w walce tej nie jesteś sam, masz przecież obok siebie Boga. Pamiętaj też, że wszelka forma zniewolenia fizycznego jest tylko jednym z przejawów zniewolenia. Najważniejszym, z którego każdy z nas musi się uwolnić, jest więzienie wewnątrz naszych umysłów, przełam więc swój strach, bądź wolny, bądź szczęśliwa i spokojnego niedzielnego popołudnia wam życzę.

15 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.